Psychologia · 7 min czytania
GRANICA NASZEGO SZCZĘŚCIA JEST WYRAŹNIE OD RESZTY
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Krótka scenka, która przewija się przez mą głowę. Właściwie tylko jedno ujęcie. Lecz umysł wychwytuje to bardzo szybko. Nie jest to jednak zwykłe ujęcie jakie umysł przetwarza każdego dnia milionami. Te, jest sercu bardzo bliskie. Nie jest to jednak żadna scena z zamierzchłej przeszłości ani uczucie iż kiedykolwiek ci się to przydarzyło. Raczej obraz przesłany z zakamarków podświadomości. Tak, raczej na pewno obraz przesłany z podświadomości. Zawierający w sobie jakąś cząstkę prawdy, prawdy o samym tobie.
Deszcz siarczyście ciął nas obydwu. Właściwie jego prawdziwa siła już minęła i teraz z upartością byka zalewał swymi niedużymi, lecz nieustępliwymi kroplami. Staliśmy przemoczeni i zziębnięci. Choć płaszcze przeciwdeszczowe uratowały nasze głowy i ciała przed przemoczeniem, to jednak nosy i właściwie cała twarz były pełne tego nieustającego deszczu. Co raz przecieraliśmy twarze, by choć na chwilę pozbyć się uczucia, jakbyśmy byli cały czas zanurzeni co najmniej w morzu. - Fonzi, udało ci się doskonale wybrać czas i miejsce akcji. Spójrz, przecież miejsce te, to właściwie koniec świata. Dalej nie ma już nic. Spójrz sam. – wskazując przy tym ręką przed siebie. Spojrzałem. Dwupasmowa droga kończyła się najprawdopodobniej gdzieś kilkanaście kilometrów dale we mgle. Nie byłem w stanie dostrzec jej końca. Po obu jej stronach znajdowało się morze, które wściekle atakowało falochrony po obu stronach drogi. A w oddali, właściwie zatopionej we mgle znajdowała się kraina wprost wymarzona przeze mnie. Pełna wielu wzgórz, wypełnionych zieloną roślinnością. Tam też musiała panować podobna pogoda, lub nawet gorsza. Wszak im dalej na północ tym klimat staje się bardziej nieprzyjazny dla człowieka. Cisza. To ona tak mnie tam najprawdopodobniej przyciągała. Tylko w ciszy można było usłyszeć swój własny głos. W wielkomiejskim hałasie było to praktycznie niemożliwe. Swój własny głos, który pozwalał zrozumieć samego siebie. Lecz od zawsze starannie zagłuszany. - Chciałbyś jeszcze dalej? – spojrzał na mój wzrok, który zatopił się w tej wspaniałej wizji. – Widzę po twych oczach, iż tylko tam znajdziesz ukojenie. Lecz powiedz mi, jak ty chcesz tam przetrwać? Już po jednej nocy będziesz miał wszystkiego dość. Zapragniesz wrócić. Lecz to nie będzie tak proste jak podróż tam. - Wiem o tym, lecz coś mnie tam ciągnie. Nie potrafię tego nazwać, ani określić. Jakaś część mnie po prostu chce tam być. Masz rację, iż wcale nie myślę co dalej będę robił. – samo dotarcie tam było by już wielką zapłatą za trud jaki do tej pory uczyniliśmy. Wiedziałem, iż nie mam na niego co liczyć, on już dalej nie pójdzie, może i jest szalony tak jak ja, ale nie jest samobójcą. Powoli zaczynałem rozumieć iż sam tam długo nie przetrwam. Samo marzenie niczego tu nie załatwi. Po do tarciu na miejsce musiałbym szybko wybudować jakieś schronienie, ulewne opady jakie odbywają się w tej części świata są już przysłowiowe. Jeżeli udało by mi się jakimś cudem wybudować schronienie, pod warunkiem iż wcześniej nie został bym zaatakowany przez jakieś zwierzę, pozostawała sprawa pożywienia. Nie miałem pojęcia co nadawało by się tam do jedzenia a co nie. Nagle zaczynało do mnie docierać iż chyba nie dostanę się w samo serce przyrody. Ona była znacznie potężniejsza. Choć ludzie starają…