religia · 7 min czytania
Guru - Prolog
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
„Odkrywając siebie nigdy nie wiesz czy jesteś na początku, czy na końcu drogi” Księga objawienia.
Nie chciałbym być przez nikogo źle zrozumiany i nie namawiam, by mnie naśladowano. To, co poniżej ujawnię, będzie dla większości z was nie do przyjęcia. Prawda jest taka, że musiałem przejść naprawdę długą drogę, by ją poznać. Ci, co poznali mnie przez media, dowiedzieli się, iż jestem osobą niebezpieczną, przez którą moi bracia w wierze, tracą kontakt z rodziną, przyjaciółmi i całym waszym nowoczesnym światem.
Jeszcze parę lat temu byłem jak wy idealnie pracującą maszyną, która dokładała swoją cegiełkę do stałego wzrostu PKB i dobrobytu społeczeństwa. Pracowałem jak ta mróweczka dla dobra wspólnego. Jednak z każdym dniem stawałem się coraz słabszy i słabszy. Przemęczanie było dla mnie, jak i dla was wszystkich czymś zwyczajnym, normalnym. Jednak coś było nie tak, wyraźnie to czułem. W końcu zdecydowałem się na wizytę u lekarza. Jak się okazało, była ona spóźniona o dobre kilka miesięcy, a dwumiesięczne stawianie diagnozy zmniejszyło do minimum szanse na moje przeżycie. Tym samym jeden z trybików tej wielkiej maszyny popsuł się i jak się wydawało, nie nadawał się do naprawy. Na mojej ostatniej wizycie dowiedziałem się, iż zostało mi dwa, może trzy miesiące życia. Wtedy też poczułem się całkowicie zbędny, niepasujący do tego wymagającego, niewolniczego świata.
W ciągu trzydziestu trzech lat wszystko odkładałem na później. W imię czego? Najpierw miałem się dorobić, później założyć rodzinę, następnie dowiedzieć się jak to jest być ojcem, by w końcu przekazać swoje geny kolejnym rosnącym trybikom tej wielkiej machiny. Niestety moja perspektywa zdecydowanie się skróciła a siły, jakie miałem, nie wystarczały na zrobienie czegokolwiek sensownego. I wtedy zdobyłem się na krok, który przyniósł mi wyzwolenie. Odrzuciłem wszystko, co było mi znane i wsłuchałem się w duszę, o której istnieniu jeszcze niedawno nie miałem pojęcia. Jej zalecenia wydawały się absurdalne, ale tak to jest z nami pozbawionymi wszelkich szans, rzucamy się na coś, co daje jakąkolwiek nadzieję. Zatem posłuchałem jej podszeptów, porzuciłem wszelkie ziemskie dobra i udałem się niczym trędowaty na wygnanie. Maszerowałem boso, w starych spodniach i lekkim podkoszulku. Mimo wciąż dającemu się we znaki zmęczeniu, szedłem dalej i dalej z trudem pokonując ograniczenia narzucone przez chorobę. W końcu dotarłem do kresu mojej podróży i ujrzałem wspaniałe drzewo, dąb symbolizujący piękno i potęgę przyrody.
Siadłem pod nim niczym malutka mrówka, strudzona codzienną pracą. Czekałem. Po dziesięciu minutach siedzenia czułem się niekomfortowo, dusza nieustępliwie kazała mi tam zostać. Siedziałem godzinę, dwie, pięć i chciało mi się coraz to bardziej pić, niestety nie miałem nawet kropli wody, a ostatki sił odpływały wraz z lekkimi podmuchami wiatru. Nie mogłem wstać i wrócić do domu, musiałem zostać w miejscu, które wydawało się coraz to bardziej nierealne. Powoli z ciała zaczęły wydobywać się toksyny, ja natomiast byłem coraz to bardziej spragniony i głodny. Rak, który…