Filozofia · 5 min czytania
Gwiazda przeznaczenia
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Słońce obleczone w krwistoczerwoną poświatę powoli kładło się do snu, chowało się za nieprzebraną ścianą gór, nikło gdzieś daleko za widnokręgiem. Na niebie pojawiały się pierwsze gwiazdy, a półokrągła tarcza księżyca odbijała się w bladym odmęcie tafli jeziora. Powiew chłodnego, jesiennego wiatru nucił pień zadumy, raz po raz muskając delikatnie liście drzew. Blask ogniska mienił się w tle ciemnego horyzontu. W tle połyskujących płomieni ognia można było poczuć zapach rozpalonych węgielków i usłyszeć chrzęst łamanego drewna. - Dziadku – powiedział mały chłopiec, łamiąc patyk w pół i wrzucając go do ogniska – Pamiętasz tego ptaka ze złamanym skrzydłem, którym opiekowaliśmy się. Byliśmy dla niego dobrzy, daliśmy mu schronienie, a on nic nie jadł i gdy tylko się wykurował odleciał daleko. Było mu u nas dobrze, miał wszystko czego zechciał, ale był smutny. Jak to jest dziadku, że nie czujemy się szczęśliwi jak jest dobrze. Starszy mężczyzna o siwej brodzie popatrzył w kierunku chłopca. W jego źrenicach odbijał się blask ogniska, płonął ogień przedwiecznej mądrości, odbijały się odpowiedzi na wszystkie pytania. Uwielbiał patrzyć w te oczy, czuł się wtedy pełny, bezpieczny, bo w tym wzroku odnajdywał mądrość. - Opowiem Ci pewną historię, która miała miejsce w zamierzchłej przeszłości, a może zdarzyła się całkiem niedawno. Gdzieś za siedmioma górami, za głęboką wodą i gęstą puszczą, gdzieś, gdzie czas płynął zupełnie innym tempem a życie szło wolno ku swemu przeznaczeniu, w kraju, gdzie panował pokój i szczęście, urodził się pewien człowiek. Od dziecka był niespokojny, szukał w życiu swojego miejsca, szukał czegoś, co uczyniłby go pełnym, wypełniło pustkę wnętrza, dało sens i kolor codzienności. Lata mijały, chłopiec dorastał w cieple rodzinnego domostwa, w atmosferze przyjaźni i otoczeniu miłości. Dni mijały mu na zabawach, rozmowach, nauce, rozrywkach. Kiedy słońce świeciło wysoko na niebie i słuchało śpiewu ptaków, może nawet rzucało promyk zazdrości na jego twarz, bo nie brakowało mu niczego. I udawał szczęście, udawał uśmiech