Akcja · 4 min czytania
Gwieździsty blask
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Poczułam promyki słońca na mojej skórze. Były właśnie w trakcie jakiegoś tańca który toczy się już od kilku godzin. Napotykają przeszkody zwane cieniem. Jednak niezrażone mrocznymi miejscami do których nie mogą dotrzeć tańczą dalej. Uwielbiam obserwować ich pełen radości taniec. Niczym się nie przejmują tylko robią swoje. Jakby nic innego nie istniało. Dlaczego ja tak nie potrafię? Być jak promyki słońca, które wywołują u wszystkich uśmiech. Ja u swych rodziców wywołuje jedynie grymas niezadowolenia czy rozczarowania. Nie mogę pogodzić się z moją przeszłością. Wciąż wraca do mnie jak bumerang. Potargałam włosy ręką. Były długie i grube. Kochałam je, były one moim dużym atutem w wyglądzie. Na szczęście o niego nie musiałam się martwić wszyscy uważali mnie za ślicznotkę- ja w lustrze widziałam pozostałości po kimś kim byłam. Spoglądam na spakowaną torbę, muszę wyjść do szkoły pełnej durniów i ludzi, którzy uważają się za wielkich, a tak naprawdę są tacy mali i bez znaczenia. To mnie nawet czasem bawi. Ci wszyscy młodzi ludzie mają pełno sieczki w głowach. Noszą głowy wysoko, a tak naprawdę kulą się w środku w obawie przed opinią innych. Noszą głowy wysoko, a paraliżuje ich strach przed wykonaniem pierwszego kroku do bycia sobą. Skrzętnie ukrywają to co mają najcenniejsze bo chcą udawać szarych niczym nie wyróżniających się ludzi. Kręcę głową przez ludzką głupotę i podnoszę się z miejsca pełnego ciepła i zrozumienia- moje łóżko zawsze przyjmie mnie w swoje ciepłe ramiona, utuli do snu, wysłucha nie powiedziawszy ani słowa. Ubieram się w przygotowane już ubrania, chwytam plecak. Ruszam. Krok, drugi, trzeci, szesnasty. Odkąd pamiętam liczę kroki. Pomaga mi to się odprężyć, zawsze ta sama liczba. Jest stała jak mało co w moim życiu. Przyzwyczaiłam się, że nie mogę się przyzwyczaić do nikogo i do niczego. Owszem to bardzo ironiczne