Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Komedia · 4 min czytania

Harlekin Disajer

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Dżon wracał z pracy swoim wspaniałym, białym, wielkim mercedesem, myśląc o dzisiejszej transakcji. Zarobił na niej milion fajnych, zieloniutkich dolarków. Drugie tyle miało wpłynąć za złożenie swojego podpisu na pewnym bardzo ważnym i jeszcze bardziej tajnym dokumencie. Tak, tak, Dżon był bardzo ważnym facetem i na dodatek umiał wspaniale tańczyć, bardzo, ale to bardzo szybko pływać, miał refleks kowboja, wspaniale umięśnione łapska, jędrne pośladki, ślicznie przystrzyżone włoski i oczy z których biła prawość, inteligencja i przeogromna wiedza. W ogóle był niesamowitym człowiekiem, wierzcie mi. Miał tylko jedną wadę. Taką jedną, całkiem malutką wadę. Był pedałem. Dobra, macie rację. Żartowałem. Wcale nie był pedałem. A więc jechał tym swoim autem, jechał prosto do domu. Miał niewielki, ale za to strasznie ładny domek na pięknym wzgórzu otoczony równiutko przyciętą trawką (dokładnie raz w tygodniu, w sobotę, sam osobiście ją przycinał, naprawdę, nasz wspaniały Dżon bardzo lubił kosić trawkę). Kiedy już dojechał, zaparkował samochód na dziedzińcu i wszedł przez ogromne, machoniowe drzwi do swojego domciu. Od razu poszedł się przywitać ze swoją żoną, ponieważ... No zgadnijcie dla czego? Dobrze! Dżon oczywiście bardzo kochał swoją żonę. Jeszcze nigdy się ze sobą nie pokłócili, mimo, że czasem naprawdę chcieli, ale po prostu nie mogli, tak bardzo się kochali, mówię wam. Bardzo do siebie pasowali i, nie uprzedzając faktów, ich dziecko na pewno byłoby najinteligentniejsze z całego przedszkola. Podszedł do niej, ale, zaraz, nie…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Harlekin Disajer — czytnik · opowiadania