Fantastyka · 4 min czytania
Harry i Cho...randka? cz.3
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Cho biegła bardzo szybko. Chciała jak najszybciej komuś się zwierzyć, ale miała też ochotę zostać sama. Przypomniało jej się, że Harry ma trening quiditcha. Zrozpaczona i zmęczona usiadła przy brzegu jeziora. Podeszła do niej Luna Lovegood. -Co jest Cho? Czemu tak biegłaś? -Ja... nic takiego -Coś się stało? -No... bbo bo M-Marietta mi powiedziała... -Co? Wyduś to wreszcie -Marietta chodzi z Malfoyem -Z Malfoyem? Ona jest nienormalna? Przecież jego ojciec pomagał Knotowi w zabijaniu goblinów. Z niego pewnie też taki drań. Cho załkała. Nie chciała słuchać paplaniny Luny. Wiedziała, że jej przyjaciółka staje się podobna do Ślizgonów i pewnie nie będzie chciała już jej znać. Może poprze Voldemorta? Nie, nie...ale...może zrobi na złość rodzicom i zejdzie na złą stronę. -Wiesz Cho, nie zaprzątaj sobie nią głowy. Masz Harrego.-powiedziała znowu Luna -No tak, ale Marietta to moja przyjaciółka, a teraz ona mnie nie chce widzieć i słuchać. -Chodź ze mną do dormitorium. -Ok-Cho chciała odpocząć, więc propozycja Luny przypadła jej do gustu -O nie, zapomniałam! -Co?-zapytała zdziwiona Cho -Muszę lecieć do sowiarni wysłać szybko coś mojemu tacie. -Pa! -Pa! Cho szła w kierunku domu Krukonów. Miała już powiedzieć hasło, kiedy spostrzegła Mariettę idącą korytarzem. Szybko schowała się za kolumną i patrzyła. Marietta wyglądała na zadowoloną. Śmiała się z czegoś. Cho usłyszała jak mówi sama do siebie. -Potter poprosił o chodzenie Parvati Patil, a gdy ona mu odmówiła, poszedł do Cho. Ale ona się ucieszy. Cho była zszokowana. Harry wolał Parvati? Nie... Przecież kiedy on szedł z Parvati na bal, to tylko…