Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Akcja · 8 min czytania

Herosi. Cz. 3/3 - ostatnia część

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Wszedł powoli na zawalony mur. Rozejrzał się, ruchem ramienia poprawił ułożenie pasa, przykucnął i zaczął odgarniać kamienie, jeden po drugim. Sterta okazała się mniejsza niż przypuszczał, także po chwili dotknął podłoża. Ciała nie było, odchylił największy kamień – może tam? Nie – przez umysł przeszła mu, jak strzała, zabójcza myśl. Podniósł głowę, bowiem do zmysłów dotarła niebezpieczna wieść, źrenice oka wpatrzone w ziejący otwór rozszerzyły się nagle – usłyszał niebezpieczny świst lecącego ostrza. Oberwał w ramię, zawył z bólu, a impet uderzenia powalił go na lewy bark. Natychmiast, mimo rany, odwrócił się na plecy. Zdążył, tym razem sparował cios – prawą ręka trzymająca miecz, wolną od ran, złożył się do zastawy. Młodzieniec bowiem przeszedł do kontrofensywy. Gdy przybłęda odgrzebywał gruz, ten pochwycił broń, którą wcześniej upuścił i wtedy zaatakował. Runął znienacka, od tyłu. Przetoczył się przez dziedziniec jak lawina pędząca ku przeznaczeniu, wziął zamach, lecz wróg zdołał się obronić. Przybłęda leżał, sparował już jeden cios, lecz młodzieniec poniesiony furią złości, jakby demoniczną siłą ogarnięty, wpadł w szał. Tym razem to jego krzyk przeszył okolicę, rozpętał się wokół niego wicher, jakby trąba powietrzna, która niszczy wszystko. Tunibis zdołał się tylko zasłonić przed porywczym wiatrem, nie miał jednak sił by oprzeć się takiej potędze, odleciał gdzieś na bok. Młodzieniec jednak nie zaprzestał koncertu, który zrobił by wrażenie na każdym wojowniku. Do powietrznej trąby dołączyła jasna poświata która rozświetliła okolicę. Poszerzała się wraz z intensywnością krzyku, paliła wszystko, jaśniała i budziła postrach. Potem wyładowania, jak po letniej burzy, wdarły się do kręgu śmierci. Zdążył je zauważyć przybłęda, który ogarnął się nieco pod krużgankiem i zaklął. Zobaczył postać, nie ludzką, nie boską, ale inną, jakiej nigdy wcześniej nie widział. Twarz młodzieńca zmieniła się nie do poznania, przybrała doroślejszych kształtów, a oczy... wyglądały jak gotująca się krew, pełne zła i nienawiści. Ciało młodzieńca pokryło się masywem mięśni, które rozdarły ubranie ukazując sylwetkę herosa. Tylko długie i jasne włosy pozostały jak dawniej. Belrogen uspokoił się po chwili, dyszał ciężko i odwrócił się w stronę wroga. Klingą nakreślił w powietrzu łuk, chwycił mocniej rękojeść i zaczął podchodzić ku sparaliżowanej ofierze. -Nie przypuszczałem..., skąd... skąd miałem wiedzieć, że zaprzedałeś duszę diabłu? – głos brzmiał jak pomruk śmierci. Młodzieniec był co raz bliżej. Ranny i oszołomiony Tunibis wstał, trzymał się za lewy bark z którego tryskała krew. Spojrzał na miecz leżący pod nogami, zakrwawiony i brudny, w nim już chyba nie szukał nadziei. -To prawda – powiedział z trudem – nie tylko ty znasz czarcie sztuczki. -Chyba nadal nie sądzisz, że pomimo takiej mocy jesteś w stanie mnie pokonać? Ja zaprzedałem duszę samemu Lucyferowi, a on nie pertraktuje z byle kim. Ty zaś, jak sądzę po twoich zdolnościach, sprzedałeś się podrzędnemu czartowi... co to szukał naiwnej ofiary. Przybłęda zauważył, że wróg był już niebezpiecznie blisko by ponownie uderzyć, zaczął się cofać wzdłuż kolumn, powoli, lecz na nogach trzymał się jeszcze pewnie. Nie mógł uwierzyć, że oczy napastnika mogą być tak bardzo przepełnione złem, do tego stopnia, że aż czuł emanującą z nich, wrogą energię. Pierwsze co usłyszał to zgrzyt uderzanej od podłoża stali. Zdekoncentrował się, wyostrzył zmysły, lecz młodzieńca nie dostrzegł, tylko smuga zniekształconego powietrza owiała się przed nim. Miecz leżał na ziemi, porzucony i bezbronny bez swojego właściciela. Znowu ta myśl, znów strach przeszył mu umysł.…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%