fantastyka · 5 min czytania
Historia Arguna Pirayne - karczmarza egzekutora
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Było bardzo ciemno. Nieco po północy. Nie było widać nic, prócz ciemności i jasnych kropek na niebie, którymi były gwiazdy. Po prostu mrok. Ciszę, która zazwyczaj panowała w nocy zakłócały tym razem wrzaski. Wrzaski wypełnione bólem i cierpieniem. Kapłani Ter – ghel wiedzieli, co się wyprawia. Jakiś niepokorny sługa nie dotrzymał umowy. Bóg zła i występku nie znał litości. Wszystkich, którzy byli mu nieposłuszni, albo nie wykonywali poleceń po prostu zabijał. Ścinał im głowy czarną siekierą, która w ciemności była tak samo niewidoczna, jak sam Bóg. Widoczny był tylko czerwony piorun wyrzeźbiony na rękojeści. Tak, gdy ktoś widział w ciemności piorun, wiedział, że tej nocy umrze. Tak było też tym razem. Piorun pojawił się najpierw nad rzeczką. Rybak wracał z pracy. Było jeszcze wcześnie, dopiero się ściemniało. Mężczyzna myślał, że mu się przywidziało, ale nawiedził go nagły lęk i chęć schowania się gdzieś. Drugi raz zobaczył ów czerwony jak krew znak, gdy dotarł już do wioski. Za jednym z budynków ujrzał odzianą w czerń postać. Postać dzierżyła topór. Rybaczyna przyśpieszył kroku, po chwili zaczął biec. Żył jeszcze chwilę. Dotarł do chaty. Zanim otworzył drzwi i wszedł do środka, obejrzał się za siebie, ale nic nie zauważył. Odwrócił się, aby otworzyć drzwi. I wtedy rozległ się wrzask. W progu pojawiła się ta sama postać. Wielka, niczym ogr, a szeroka, jak dwa krasnoludy. Ter – ghel. Szybkim ciosem mężczyzna został pozbawiony dłoni, kolejnym – ucha, a trzecim i ostatnim – głowy. Bezwładne ciało osunęło się na podłogę i zatopiło w kałuży krwi. Gdy milicja przybyła na miejsce, nie było już tam sprawcy.
Podobnie zaczynała się historia karczmarza z Elsinor – Arguna Pirayne. Pierwszy raz zobaczył znak właśnie w karczmie. Czyszcząc ladę spojrzał w stronę okna, a tam zobaczył zakapturzoną twarz. Owa zakapturzona postać trzymała wysoko siekierę, na której rękojeści wyrzeźbiony był piorun. Postać zniknęła, ale pojawiła się wkrótce w nieco innych okolicznościach. Argun pił piwo i odpoczywał po pracy. Spojrzał wgłąb kufla, a tam zobaczył znowu tą samą twarz. Przetarł szybko oczy rękawem i gdy spojrzał ponownie, ujrzał czerwony piorun. Chłopak dopił szybko piwo i gdy spojrzał po raz trzeci nie zobaczył już nic, prócz dna kufla. Beknął głośno i wyszedł z pustej karczmy.