Komedia · 7 min czytania
Historia milosna
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Słońce chowało się powoli a wieczór kładł się łagodnym cieniem nad Wyrwigrzdylami. Wracałem sobie raźnym krokiem z Wiejskiego Domu Kultury i Trzeźwości gdzie właśnie przed chwilą skończyła się próba i spotkanie członków lokalnego kółka teatralnego. Wystawialiśmy sztukę pod tytułem "Helga, córka króla Wizygotów" autorstwa miejscowej artystki Zenony Kociubińskiej. Zenona na co dzień specjalizowała się w produkcji pisanek, które potem, z wielkim zyskiem, odsprzedawała spragnionym folkloru miastowym turystom. Jej kolorowe jajka zdobyły w mieście taka renome, że zaczęto je nawet nazywać "pisankami kociubińskimi" co było dośc szczęśliwym rozwiązaniem jezykowym bo poprzednia nazwa - pisanki wyrwigrzdylskie - nie kojarzyła sie specjalnie dobrze w czasie świąt Wielkiejnocy. Tak czy siak, kiedy Zenona uporała się już ze swoją dzienną produkcją kurzych jaj to wtedy, z reguły, dostawała weny twórczej i pisała sztuki teatralne. Była już dobrze znana w powiecie a jej autorytet urósł nawet do tego stopnia, że lokalna gazeta z miasta umieściła na lamach artykuł opatrując go kolorowym zdjęciem pisarki. Redakcja raczy wiedzieć jak to sie stało, ale zdjęcie, zamiast artystki Kociubińskiej,omyłkowo przedstawiało wojta gminy, niejakiego Berbecia Romana, opartego o grabie. Pod jego rumianą twarzą i pękatym brzuchem widniał podpis: Zenona Kociubińska - pisarka i hodowca drobiu. Zrobił się mały szum, wykonano parę telefonów do redakcji gazety i w nerwowym tonie zażądano satysfakcji; biedni dziennikarze kajali się za pomyłkę a swoje gapiostwo tłumaczyli olbrzymim podobieństwem Berbecia Romana do Kociubińskiej Zenony. Koniec końców cała sprawa zakończyła się polubownym remisem a jajka Kociubińskiej, od tego czasu, zaczęły sprzedawac się dwa razy lepiej. Wracałem sobie więc lekkim krokiem do domu. Próba, która odbyła się dzisiaj, była szczególna - po raz pierwszy bowiem wystapiliśmy w prawdziwych kostiumach, które potem każdy zabrał ze sobą celem staranego ich odprasowania. Członkowie Ochotniczej Straży Pożarnej w Wyrwigrzdylach, którzy ufundowali scenografię i stroje, nie mogli ich uprasować bo wskutek zwarcia instalacji elektrycznej spaliło im się żelazko. A z żelazkiem cała remiza. Ale to akurat nie było najważniejsze. Dla mnie liczyło się co innego. Tak się złożyło, że ku mojemu szczęściu otrzymałem role tytułowa i jak najbardziej główna - grałem Helgę, córkę króla Wizygotów. Zawdzięczałem to bardzo szczęśliwemu zbiegowi okoliczności: otóz jedyne członkinie naszego kółka, siostry Męckie, zatruły się golonką na weselu u Wacków i to zatruły się tak skutecznie, że poczęła je nękać przewlekła biegunka. Odbiło się to bardzo na jakości naszych prób teatralnych, bo okazało się że Helga nie wytrzymywała napięcia scenicznego i w kulminacyjnych momentach, podwinąwszy uprzednio suknię, pędziła ile sił do budki z serduszkiem. Wracałem więc w sukni, zaplątany w falbany i koronki, a fikuśny kołnierz szat królewny Wizygotów uwierał mnie skutecznie w kark. Do przejscia pozostalo mi jakies kilkaset metrow, gdy nagle z…