Duchy · 3 min czytania
Historia pewnego pogrzebu
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Był zimowy, wietrzny dzień. Ludzie zebrali się wokół pokrytego białym puchem krzyża. Płatki opadały na wieczko trumny. - Mamo, tata nie umarł, powiedział, że opowie mi bajkę na dobranoc – rzekła mała dziewczynka. Młoda kobieta stojąca w pobliżu jęknęła żałośnie, po czym zaczęła zawodzić. - Biedne dziecko – z ciężkim westchnieniem odparła jej towarzyszka. Alicja miała dopiero sześć lat i jej małe serduszko podpowiadało, że tata za bardzo ją kochał, by odejść bez pożegnania. - Proszę pani, tata żyje – zwróciła się do płaczących kobiet. Olga przytuliła mocniej córkę, by uniemożliwić jej kontakt z innymi osobami. Nie potrafiła ukryć łez przed własnym dzieckiem i czuła ich słony smak na ustach. Nie zdołała wytłumaczyć córce, że ojciec odszedł do lepszego świata, by łatwiej jej było pogodzić się ze stratą. Cóż, przeżyła wstrząs, nie co dzień umiera bliska ci osoba, a jeśli jest nią młody mężczyzna, ojciec i mąż, to taki cios może okazać się nie do zniesienia. Dziewczynka wyswobodziwszy się nieco z ramion matki podniosła zadarty nosek ku górze, pozwalając płatkom śniegu opadać na długie, kasztanowe włosy, podobne jak u matki. Piwne oczy , które także odziedziczyła po swej rodzicielce wpatrywały się w bezchmurne niebo. - Tatusiu! – zawołała w myślach – jeśli jesteś tam, w niebie, pokaż się. Silny podmuch wiatru uderzył w zgromadzonych ludzi. Olga jeszcze mocniej przytuliła…