Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Pisarstwo · 6 min czytania

historia prawdziwa

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Ciemne drzewa Ogrodu Saskiego kołysały się w rytm dobiegającego z głośników krakania wron. Małe, ciemnozielone liście szumiały w zależności od kaprysu letniego, chłodnego wiatru. W powietrzu unosił się ich zapach, który mieszał się z kwaśna wonią piwa i słodkich perfum należących do przybyłych kobiet tak, że ledwo dało się zauważyć obecność pachnących drzew i aromatu lata. Gdy parzyło się w ciemne i lekko zachmurzone niebo, dało się zauważyć ślady deszczu, który niemiłosiernie sączył się z góry przez cały miniony dzień. Na zielonych krzesełkach przymocowanych w półkoliste rzędy przybywało ludzi. Głównie młode pary, nie odstępujące się nawet na krok. Zakochani, przytuleni do ramienia swojej drugiej połowy, obserwowali letni wieczór, który wydawała im się tak piękny. Piękny, czyli trwający wiecznie. Taki, który będzie zawsze im towarzyszył, w którym będą mogli zostać sami i tam odnaleźć samych siebie. Piękny wieczór jednak miał się skończyć już niebawem, by na jego miejsce mógł wstąpić dzień. Kolejny, nowy, nieznany mimo kalendarza, pełen niespodzianek i obaw. Na razie jednak nikt nie myślał o dniu. Wszyscy rozpływali się w letniej, chłodnej, wieczornej chwili. Przez rzędy mokrych krzesełek przedzierała się pewna para. Wysoki chłopak o jasnych włosach szedł pierwszy. Za nim podążała młoda dziewczyna. Miała na sobie prześliczny płaszczyk i najmodniejsze w sezonie spodnie. Szła energicznym krokiem, stukając długimi i ostro zakończonymi obcasami, zwracając na siebie uwagą całej zgromadzonej publiczności. Jej chłopak, widząc to, wypiął dumnie pierś i złapał za rękę swoją dziewczynę. Między rzędy siedzeń wszedł pierwszy. Przez chwilę patrzył bezczynnie na mokre, zielone siedzenia. Plastikowe krzesełka były wgniecione na ślad pewnej części ciała, tak więc było w nich pełno wody. Super przystojny facet w ułamku sekundy przekopuje swoja pamięć, aby znaleźć tam przynajmniej jedną informację o tym, że zabrał ze sobą chusteczki higieniczne. Niestety, tego nie przewidział, natomiast jego dziewczyna, jak na kobietę przystało, chusteczki ze sobą ma. Przynajmniej miała taką nadzieję, bo od kilkunastu sekund grzebała w swojej ,,małej torebeczce”. Przekopywała się przez szminki do ust o kolorze krwistej czerwieni bądź słodkiego różu. Wymacała ręką tusz, który zwiększa objętość rzęs piętnastokrotnie, nie skleja ich, maluje na czarno, odżywia je, bo zawiera w sobie tyle witamin ile czekoladowe płatki kukurydziane. W bocznej kieszonce ,,małej torebeczki” znalazła pogięte karki z numerem telefonu pewnego przypadkowo spotkanego chłopaka. Wepchnęła ją głębiej. Dalej natrafiła na podstawowe wyposażenie torebki, czyli komórkę siedemdziesiątej generacji, skórzany portfel, w którym było więcej wizytówek i drobnych karteczek niż samej gotówki. Gdy przekopała się…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
historia prawdziwa — czytnik · opowiadania