Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Romans · 11 min czytania

Idzie Wiosna, rozdział 37.

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Wyszedłem z łazienki, do której niemal uciekłem czując nagle wyjątkowo mocno jak bardzo chce mi się sikać, jak bardzo potrzebuję pozbyć się tego wszystkiego, co się we mnie nagromadziło. Niemal uciekłem sprzed drzwi pokoju Aśki jakbym się czegoś wystraszył, jakbym się nagle zaczął bać, że mój podrażniony, wciąż jeszcze napięty choć już nie tak zdecydowanie jak tam na dole, jak w kuchni penis nie będzie w stanie dłużej utrzymać tego wszystkiego w sobie, że po prostu, jak małe dziecko, jak nigdy wcześniej mi się, z tego co pamiętam coś takiego nie przydarzyło, zsikam się w spodnie. Wyszedłem patrząc z tym niezrozumiałym niepokojem na te drzwi, przed którymi się wcześniej zatrzymałem. Chciałem przejść obok, ominąć je i jak najszybciej wejść do swojego pokoju ale jednak, sam nie wiem dlaczego zatrzymałem się przed drzwiami Aśki pokoju tak samo, jak przed chwilą, jak zanim uciekłem stąd do łazienki tu stałem, jak dokładnie tu, w tym samym miejscu się zatrzymałem. Dokładnie tak, jak przed chwilą, jakbym chciał sprawdzić czy to możliwe, że tak tu, pod tymi drzwiami pustego przecież teraz pokoju stałem położyłem swoją dłoń na zimnej, metalowej klamce nie naciskając jej jednak. …nosz kurwa... - pomyślałem sam się sobie dziwiąc, że akurat teraz mi to zakołatało we łbie - …nie jedna marzy o tym, żeby się ze mną przespać a tu o ironio, trafiła się taka, z którą choć tego chcę, choć pragnę tego, to jak na złość za cholerę nie mogę... nie umiem... za cholerę nie potrafię otworzyć tych drzwi… eee... Wyjątkowo rozdrażniony gwałtownym ruchem, jakby ta klamka zaczęła mnie nagle parzyć w dłoń zabrałem swoją rękę i odwracając się poszedłem zbyt chyba nerwowym krokiem do swojego pokoju postanawiając, że sweter wezmę jednak później, że wejdę do pokoju i wezmę go nie teraz a dopiero wtedy, jak będę wracał na dół. Nie spiesząc się już, przekornie wykonując teraz wszystkie czynności wyjątkowo powoli, wręcz ślamazarnie wszedłem do środka zostawiając za sobą otwarte drzwi. Podszedłem do szafy, wyjąłem z niej kapelusz i założyłem go na głowę. Uśmiechnąłem się i wolno, celowo przeciągając te wszystkie czynności, chcąc odwlec mój powrót na dół, może nawet bojąc się zejść z powrotem do czekającej tam przecież na mnie Joanny odwróciłem się i podszedłem do biurka. Zastanawiając się, czy czasem nie usiąść sobie w fotelu i posiedzieć tu trochę w samotności powoli uniosłem leżące na biurku okulary. Patrząc obojętnym wzrokiem w okno założyłem je. Przez chwilę poprawiałem je, jakby miało to jakieś wyjątkowe znaczenie, jakbym się szykował do jakiegoś ważnego wystąpienia, do występu przed jakąś nie znaną mi publicznością, westchnąłem przeciągle, poprawiłem jeszcze kapelusz mocniej go przy tym wciskając na głowę jakbym się nagle zaczął obawiać jakiegoś zdradliwego podmuchu wiatru i z ociąganiem, jakby czekało mnie coś niezbyt miłego wyszedłem z pokoju. Szybciej niż chciałem, bo już po chwili stałem znów przed drzwiami pokoju zajmowanego przez Aśkę. Powoli, delikatnie, starając się to zrobić całkiem bezszmerowo nacinałem klamkę i uchyliłem drzwi. Z dziwnym przejęciem, czując się tak, jakbym wchodził do jakiegoś szczególnego miejsca otworzyłem je i wszedłem niemal na palcach do środka. Bez trudu odnalazłem leżący na stojącym obok ławy fotelu mój sweter. Gruby, ciemnogranatowy, niemal czarny golf, ten sam, który dziewczyna miała już na sobie, miała i tydzień temu, jak sprinterem pana Mariana byliśmy w Szczecinie i wczoraj, jak leżała w nim na balkonie. Miała go też przecież i we Wrocławiu, bo przez ten cholerny telefon nie mogła się ze mną skontaktować i oddać mi go. Uśmiechnąłem się czując jakieś dziwne zadowolenie z tego, że Aśka tak wyjątkowo właśnie ten mój sweter polubiła. Spojrzałem na stojący na ławie wazon z kwiatami i wciąż jeszcze leżące tam pudełeczka z rajstopami pozostawione tak, jak je dziewczyna jeszcze wczoraj, przy mnie położyła i samym już faktem, że wciąż tu leżą sprawiające wrażenie, że jakoś niezbyt chyba ten mój prezent jej się spodobał. Chwilę patrzyłem na ławę z żalem myśląc, że z pewnością nikt już na niej nie usiądzie w taki sposób jak lubiła to robić Agata i mimowolnie, zupełnie nie zastanawiając się nad tym co robię uniosłem trzymany w ręce sweter w górę. Nie wiem po co to zrobiłem, po co uniosłem go i przytknąłem do twarzy. Wcale się zresztą nad tym nie zastanawiałem. Stojąc w bezruchu wciągnąłem mocno powietrze nosem chcąc może wyczuć w nim resztki Aśki zapachu i zamarłem wstrzymując oddech. Dopiero po jakiejś chwili wypuściłem powietrze. Opuściłem rękę i westchnąłem stojąc i wciąż jeszcze nie mogąc się zdecydować by zejść do czekającej na mnie dziewczyny. Pomyślałem, że chyba niezbyt normalnie się dzisiaj zachowuję, że coś się ze mną dziwnego dzieje bo stoję tu niepotrzebnie a matka korzystając z tego, że mnie tam nie ma gada już pewnie coś do Aśki, coś już jej bredzi i Aśka z pewnością będzie na mnie zła, że tyle czasu to wszystko trwa. Chcąc nagle nadrobić stracony czas szybko odwróciłem się w stronę drzwi i w pośpiechu wyszedłem z pokoju. Niemal nimi…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Idzie Wiosna, rozdział 37. — czytnik · opowiadania