Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Melodramat · 10 min czytania

Idzie Wiosna, strona 39.

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

- Źle mi... - Joanna wyszeptała gdy dochodziliśmy już do domu. - To się wyrzygaj. - odparłem też nie najlepiej się czując po tej całej mieszaninie trunków jaką wlaliśmy w siebie w Saxofonie - Po tej nafcie przepijanej jakimś ohydnym bimbrem i jeszcze, jakby było tego mało po tym paskudztwie z coca-colą na sam koniec, które tobie jakoś chyba wyjątkowo smakowało też z chęcią puściłbym sobie takiego solidnego pawia. - Weź przestań... - Asia spojrzała na mnie z wyraźnym obrzydzeniem - Nie musiałeś tyle tego świństwa wlewać w siebie. - Bo Bartek całkiem niepotrzebnie... - bąknąłem próbując się może w ten sposób jakoś usprawiedliwić - A ten rum to już była przesada. - Bartek... Bartek... - westchnęła - Litości, co za typ... - Taki już jest. - odparłem obojętnym głosem - Nic na to nie poradzisz. - Chyba ci to jednak nie przeszkadza, - powiedziała niepokojąco obojętnym i ściszonym nagle głosem - skoro chciałeś z nim gdzieś jeszcze iść. - Chciałem, żebyśmy razem z nim... - poprawiłem ją - wpadli jeszcze w jedno miejsce... - Mało ci było? - Joanna popatrzyła na mnie z niesmakiem. - Nie tam, że mało. - wzruszyłem ramionami - Ale jakoś tak głupio trochę... bo nie jest jeszcze tak późno, żeby już iść do domu. - Nie trzeba się było tak spić. - Aśki głos stał się teraz nieprzyjemnie zimny. - Spić? Hahaha... - nagle, nie wiem dlaczego głośno się roześmiałem - Trochę chyba przesadziłaś, Asiu... - Aha... ja przesadziłam. - Wiosna spojrzała na mnie nie wróżącym niczego dobrego wzrokiem - Ledwo idziesz, a ten, to mało co ze schodów nie zleciał jak wychodziliśmy. - No. Hahaha... - pokiwałem twierdząco głową - Jakbym go nie złapał to pewnie by poleciał... - Jasne rewelacja. - Joanna wymamrotała pod nosem - I z czego się cieszysz jak idiota? Obaj pijani prawie w trupa ale jeszcze im mało... - E tam, zaraz tam w trupa... - westchnąłem z rezygnacją - Teraz to już naprawdę przesadziłaś. - No oczywiście. - popatrzyła na mnie z niechęcią - Przesadziłam. - Tak, przesadziłaś... - odciąłem się pozbawionym jakichś wyraźnych emocji głosem - przesadziłaś z tym upartym, idziemy do domu, i idziemy. Bez sensu to było... - Bez sensu, to było to uparte lepienie się do mnie tego twojego Bartka. - wyrzuciła z siebie z niesmakiem - Miałam już tego dość. - Olej to. - wzruszyłem ramionami - Taki z niego, Dyziu marzyciel. Teoretyk jazzu. - Marzyciel. - powtórzyła ironicznym tonem - Nie dość, że na okrągło tylko Aśka i Aśka, jakby już nie można było inaczej, to jeszcze cały czas te jego łapy i... - I co? - spytałem czując nagle jakieś rozbawienie gdy dziewczyna niespodziewanie umilkła. - I co? - spytała nie kryjąc zdziwienia - Jakieś głupie aluzje, jakieś dziwne ruchy pod stolikiem, że aż się musiałam odsunąć... aż pod samą ścianę. - A, bo to tak przy alkoholu... - wzruszyłem obojętnie ramionami. - Nawet nie próbuj go usprawiedliwiać! - Asia wyrzuciła z siebie wyraźnie urażona. - Wygłupiał się tylko. - powiedziałem bez przekonania. - Jak tak chciałeś, - warknęła pełnym niechęci głosem - Trzeba było z nim iść. I chlać. Ale to, to już beze mnie. - A tam z nim... - bąknąłem z rezygnacją - Głupio trochę to wyszło, i tyle. - Bardzo głupio, nie trochę, - Aśka mówiła coraz bardziej nerwowym i niechętnym mi głosem - że znów jesteś pijany. I, że jeszcze go bronisz! - Ale przestań... - patrzyłem na Wiosnę czując, że ta wymiana zdań zaczyna się robić coraz bardziej nerwowa - Zawsze z Bartkiem, jak już, to... Urwałem, bo nagle głośno mi się czknęło. - O matko... - Wiosna nagle zatoczyła się niemal tracąc równowagę i przytknęła rękę do pobladłego czoła, zdecydowanie kontrastującego z okraszonymi wyjątkowo teraz rzucającymi się w oczy wypiekami jakie zdobiły jej twarz, a szczególnie policzki i oczy tworząc wokół zaskakująco jasnych, całkiem niemal bezbarwnych oczodołów wyraźnie widoczne otoczki. - A ty co? - spojrzałem z troską na dziewczynę, tak jak i ona nagle się zatrzymując. - Nie, nic... - uśmiechnęła się wyraźnie siląc się na ten niezbyt jednak tym razem szczery grymas. - Źle się czujesz? - dotknąłem łokcia jej przytkniętej do czoła ręki. - Nie wiem... ale tak mnie nagle... - wyszeptała opuszczając w dół głowę - coś mnie tak złapało... wzdrygnęłam się jak czknąłeś i taki dziwny jakiś ból... - A tam... czknąłem... - zrobiło mi się głupio - przepraszam. - Kurcze... - jęknęła pochylając się nieco - Coś mi się w głowie kręci... - Przecież ostatnio nic się nie działo już... - patrzyłem na dziewczynę zatroskanym wzrokiem - Nawet już myślałem, że to ta wizyta u profesora, i może to nasze morskie powietrze tak na ciebie zbawczo podziałały, że... - A tam... powietrze podziałało. - Wiosna wyrzuciła z niechęcią z siebie - Gadasz jakieś bzdety. Kurcze, no... żadnych tabletek nie mam nawet przy sobie... a ty oczywiście musisz jeszcze mnie wkurzać. - Chodź do domu. - pociągnąłem ją lekko za łokieć jakbym chciał w ten sposób zmusić dziewczynę, kątem oka patrzącą wciąż z wyraźną niechęcią na mnie by podeszła do odległej zaledwie o

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%