fantastyka · 3 min czytania
Idziemy do kina!
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Ostatnimi czasy pracodawca usilnie stara się wyprowadzić mnie do Warszawy. Wolny czas, czas którego zazwyczaj nie miewam, gorączkowo próbuję zapełnić różnego typu aktywnością żeby nie zgłupieć od nadmiaru hmm… czasu. Ostatnio wybrałem się więc do kina, pierwszy raz od roku bez mała. Wyborem filmu nie kierowała żadna z góry upatrzona strategia – nawet nie wiedziałem jakie lecą. Przez chwilę studiowałem repertuar i wystawione obok opisy. Z wierzchu wszystko było najwyższych lotów superprodukcjami. Wybrałem więc topową ówczas pozycję „Johnego Cartera”. Dlaczego? Bo była w 3D i chciałem się przekonać jak to teraz wygląda.
Nie powiem że się rozczarowałem, ale na pewno spodziewałem się czegoś lepszego. W sumie było przeciętnie, a dodatkowe efekty nie wniosły niczego nowego. Nie wgniotły mnie w fotel, nie zainteresowały i nie zainspirowały. Nie były też subtelnym tłem dla fabuły czy nawet wyraźnym podkreśleniem standardowych efektów specjalnych. Po prostu od czasu do czasu pojawiło się coś co przypominało widzowi, że zapłacił jednak te parę złotych więcej. Nie rozumiem dlaczego wszyscy walą drzwiami i oknami na te 3D. Ale może po prostu ten konkretny film ma…