kultura · 3 min czytania
Idziemy do kina.
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Kolejna moja wycieczka do kina, na kolejny „fantastyczny” film. Tym razem za cel wybrałem sobie „Igrzyska śmierci”. Wybrałem zresztą nie do końca dobrowolnie. Po pierwsze wybór jest jaki jest. A po drugie o dziewiątej wieczorem to już dużo z tego co jednak jest w menu nie leci. Kilka lat temu czytałem książkę i ciekawy byłem przede wszystkim w jaki sposób przelano na celuloid treść powieści. Nie liczyłem na porywającą, wciągającą fabułę – bo ją po prostu znałem. Niby filmowa ekranizacja z pierwowzorem może nie mieć żadnych punktów wspólnych, ale tym razem byłem niemal pewien, że na dużym ekranie zobaczę kalkę tego co na papierze. Co do drugiego filaru współczesnej kinematografii – efektów specjalnym – to miałem nadzieję na wersję skromną i stonowaną.
Wyjątkowo nie zawiodłem się. Ba! Powiem więcej – film naprawdę mi się podobał. Co prawda produkcja przeznaczona jest raczej do młodych widzów, ale nie jest zupełnie płaski i infantylny – bo niby dlaczego miałby być? W końcu ludzie młodzi to nie bezmyślni idioci. Oczywiście spłycono kontekst polityczny, ale to było konieczne, więc nie mam o to pretensji. Uważnie oglądając można zresztą wychwycić większą część na poły zawoalowanych niuansów. Standardowy wątek miłosny nie był za książką standardowy – co, dla odmiany wychwycić było trudniej. Efekty były przyjemnym tłem ustępującym częstotliwością dzikim widoczkom i prostej acz…