aktualnosci · 4 min czytania
Idziemy do kina - Atlas chmur
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Gdy dowiedziałem się , że „Atlas chmur” realizowany był z udziałem braci Wachowskich obawiałem się, że będzie średni, a dobrą notę zawdzięcza jedynie ich osobom. Na całe szczęście tak nie jest i film jest naprawdę bardzo dobry. Przede wszystkim to film ambitny i osoby, które liczą głównie na fajerwerki nie wyniosą z tego filmu tyle ile by można. Jednak nie zanudzą się. Akcja nie ustępuje fabule, a wszystko spina niecodzienna kompozycja. Tajemnicą nie jest, że „Atlas” to kilka opowieści. Dokładnie sześć. Sporo, nawet jak na film trzygodzinny. Ale twórcom udało się każdą z nich składnie opowiedzieć. Co więcej, każda jest utrzymana w nieco innej konwencji. Jest tam więc zarówno opowieść historyczno-przygodowa będąca połączeniem „Jadra ciemności” z „Piętnastoletnim kapitanem”, pseudobiografia zdolnego i niedocenionego kompozytora z dziwnie współczesnymi problemami, typowa komedia ze stetryczałym dziadkiem w roli głównej, wartki thriller kryminalny, twarda fantastyka naukowa a’la „Aegon Flux” oraz na zakończenie, a może rozpoczęcie, fantastyka z lat 60tych w rodzaju „Brzemia Yurtów”. Dla każdego coś miłego. Całość się przeplata i łączy, wręcz przenika pozostając przez cały czas rozdzieloną na sześć wątków. Podkreśla to gra aktorska i sama obsada aktorska. Każdy zagrał w tym filmie nie jedną ale kilka ról. Wyszło świetnie. Co do technicznego wykonania, to połączono ciężkie działa efektów specjalnych z ładnymi widoczkami i deszczowo prochowcowym klimatem lat 70tych. Jedyne co mnie radziło to mało realistycznie wyglądające morze z opowieści historyczno-przygodowej. Akcja nie dominuje w filmie bo gdy dochodzi do sceny która w „Szklanej pułapce” ciągnie się przez kilkanaście minut zgrabnie przechodzimy do innej…