Inne · 6 min czytania
Igraszki w pociągu
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Pociąg pędził naprzód tnąc snopem światła ciemności, przepoławiając pola, lasy, wsie i miasteczka. Miarowy stukot kół wprawiał w błogi nastrój. Oparłem się, przymknąłem oczy i oddałem rozleniwiającym rozmyślaniom, które niepostrzeżenie zamieniły się w marzenia senne. W sześcioosobowym przedziale siedzieliśmy we czwórkę: ja, młode małżeństwo prawdopodobnie, bo cały czas patrzyli sobie w oczy – Pączusiu, Malinko tak zwracali się do siebie i starszy mężczyzna; kapo w jednym z wojennych obozów, o czym opowiadał przez dwie godziny podróży. Musieliśmy wysłuchiwać, że zgodził się na funkcje, ale tylko, dlatego by pomóc innym współwięźniom, że uratował wielu ludzi, pomagał, karmił, załatwiał lekarstwa. Jeszcze dzisiaj przychodzili z podziękowaniami. Stanął po wojnie przed sądem za swoją działalność, ale opinia, jaką wystawili współtowarzysze niewoli uniewinniła go i zrehabilitowała. Czuł się dumny, że był dozorcą więziennym, bo dzięki temu mógł pomagać ludziom. Gdy pociąg zatrzymał się, cichy dotychczas korytarz wypełnił się krokami i rozmowami. Do naszego przedziału weszła pani z dzieckiem. Chłopiec wyglądał na cztery latka był ładny i sprawiał wrażenie dobrze ułożonego. Ale zauważyłem w jego oczach dziwne błyski, iskierki szaleństwa. Nie usiadł jak jego mamusia mimo zachęty, ale patrzył po nas, objeżdżał nasze twarze wzrokiem zadziornym i czupurnym, spojrzeniem starego chytrego lisa. Wszyscy nagle się rozbudzili i obserwowali przybyłą parę. Pociąg ruszył lekkim szarpnięciem, malec zachwiał się i wpadł między kolana byłego kapo. Mężczyzna uśmiechnął się do dzieciaka, ale ten nie reagował. Przez długą chwilę przyglądał się jakby czuł, kogo ma przed sobą i wiedział, bo nagle i niespodziewanie odwinął rękę do tyłu i z całej siły przywalił w twarz byłego dozorcę więziennego. Rozległ się suchy trzask i śmiech dzieciaka: rechot wyjątkowo szyderczy jak na młody wiek. Zaskoczony mężczyzna uniósł rękę i dotknął policzka, na którym wykwitły czerwienią cztery odbite palce i dłoń. Wszyscy wstrzymali oddechy, ale matka spokojnie wyjaśniła – malec musiał polubić pana, bo on zawsze tak reaguje do osób, które darzy sympatią. Dziecko zachęcone słowami matki wdrapało się na kolana kapo i pulchnymi paluszkami wodziło po nosie, oczach, ustach. Skonsternowany mężczyzna jeszcze otrząsając resztki zmieszania przyjmował pieszczoty z uśmiechem. Coś mówił do malucha, szeptał do ucha czułości, ale malec zdawał się niczego nie zauważać. Badał twarz mężczyzny niczym ślepiec, macał zakamarki, dotykał zmarszczek, wypukłości, włosów. Matka uszczęśliwiona, że dziecko zajęte, zapadła w drzemkę. Słyszałem spokojny oddech poprzez miarowy stukot kół. Nagle spokój przerwał okrutny wrzask. Krzyczał kapo. Zobaczyłem, że malec obiema rękami ciągnął jego ucho. Uwiesił się i parł ku dołowi. Kapo wrzeszcząc pochylał głowę, aż dzieciak siadł na podłodze. Wtedy maluch roześmiał się i puścił ucho. Mężczyzna pocierał nadwerężony organ. Wszyscy przypatrywali się scenie z