Igraszki w pociągu
Igraszki w pociągu
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Pociąg pędził naprzód tnąc snopem światła ciemności, przepoławiając pola, lasy, wsie i miasteczka. Miarowy stukot kół wprawiał w błogi nastrój. Oparłem się, przymknąłem oczy i oddałem rozleniwiającym rozmyślaniom, które niepostrzeżenie zamieniły się w marzenia senne. W sześcioosobowym przedziale siedzieliśmy we czwórkę: ja, młode małżeństwo prawdopodobnie, bo cały czas patrzyli sobie w oczy – Pączusiu, Malinko tak zwracali się do siebie i starszy mężczyzna; kapo w jednym z wojennych obozów, o czym opowiadał przez dwie godziny podróży. Musieliśmy wysłuchiwać, że zgodził się na funkcje, ale tylko, dlatego by pomóc innym współwięźniom, że uratował wielu ludzi, pomagał, karmił, załatwiał lekarstwa. Jeszcze dzisiaj przychodzili z podziękowaniami. Stanął po wojnie przed sądem za swoją działalność, ale opinia, jaką wystawili współtowarzysze niewoli uniewinniła go i zrehabilitowała. Czuł się dumny, że był dozorcą więziennym, bo dzięki temu mógł pomagać ludziom. Gdy pociąg zatrzymał się, cichy dotychczas korytarz wypełnił się krokami i rozmowami. Do naszego przedziału weszła pani z dzieckiem. Chłopiec wyglądał na cztery latka był ładny i sprawiał wrażenie dobrze ułożonego. Ale zauważyłem w jego oczach dziwne błyski, iskierki szaleństwa. Nie usiadł jak jego mamusia mimo zachęty, ale patrzył po nas, objeżdżał nasze twarze wzrokiem zadziornym i czupurnym, spojrzeniem starego chytrego lisa. Wszyscy nagle się rozbudzili i obserwowali przybyłą parę. Pociąg ruszył lekkim szarpnięciem, malec zachwiał się i wpadł między kolana byłego kapo. Mężczyzna uśmiechnął się do dzieciaka, ale ten nie reagował. Przez długą chwilę przyglądał się jakby czuł, kogo ma przed sobą i wiedział, bo nagle i niespodziewanie odwinął rękę do tyłu i z całej siły przywalił w twarz byłego dozorcę więziennego. Rozległ się suchy trzask i śmiech dzieciaka: rechot wyjątkowo szyderczy jak na młody wiek. Zaskoczony mężczyzna uniósł rękę i dotknął policzka, na którym wykwitły czerwienią cztery odbite palce i dłoń. Wszyscy wstrzymali oddechy, ale matka spokojnie wyjaśniła – malec musiał polubić pana, bo on zawsze tak reaguje do osób, które darzy sympatią. Dziecko zachęcone słowami matki wdrapało się na kolana kapo i pulchnymi paluszkami wodziło po nosie, oczach, ustach. Skonsternowany mężczyzna jeszcze otrząsając resztki zmieszania przyjmował pieszczoty z uśmiechem. Coś mówił do malucha, szeptał do ucha czułości, ale malec zdawał się niczego nie zauważać. Badał twarz mężczyzny niczym ślepiec, macał zakamarki, dotykał zmarszczek, wypukłości, włosów. Matka uszczęśliwiona, że dziecko zajęte, zapadła w drzemkę. Słyszałem spokojny oddech poprzez miarowy stukot kół. Nagle spokój przerwał okrutny wrzask. Krzyczał kapo. Zobaczyłem, że malec obiema rękami ciągnął jego ucho. Uwiesił się i parł ku dołowi. Kapo wrzeszcząc pochylał głowę, aż dzieciak siadł na podłodze. Wtedy maluch roześmiał się i puścił ucho. Mężczyzna pocierał nadwerężony organ. Wszyscy przypatrywali się scenie z
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil myroslaw
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…