Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Hobby · 9 min czytania

Imaginarium

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Dzień chylił się ku końcowi, Słońce powoli kończyło swą wędrówkę po niebie, by schować się za horyzontem, wiewiórki i inne zwierzęta leśne i nie tylko szły spać i ogólnie mówiąc noc powoli zapadała. Tylko ja jak głupia ciągle wylewałam piąte, szóste i dziesiąte poty na hali sportowej. Treneiro okazał się bezlitosny i gdy zobaczył, że przez tydzień nie zrobiłam żadnej poprawy w serwowaniu piłki z prędkością ponaddźwiękową postanowił, że nadrobię to tu i teraz, choćbym miała w tej hali resztę życia przesiedzieć. No to siedziałam. To znaczy o siedzeniu w stricte tego słowa znaczeniu mogłam zapomnieć. Wyrzut piłki – lewa, prawa, lewa noga – wyskok – pierd… tzn. jak najmocniejsze uderzenie w piłkę. I tak w koło Macieju mój kochany. Lało się ze mnie jak nie przymierzając z kranu jakiegoś, ale że uparta bestia jestem to olewałam ten permanentny wyciek płynów z mojego ciała i serwowałam. I to serwowałam coraz mocniej a dowodem na to był licznik znajdujący się po drugiej stronie sali, który pokazywał mi o ile kilometrów przekroczyłam już dozwoloną prędkość w terenie zabudowanym. A że oprócz tego, że uparta jestem to na dokładkę mam ambicji z deka albo i z kilograma, to jak wpadłam w trans to serwować przestać nie mogłam. W końcu jednak poczułam, jak siły bezpowrotnie opuszczają moje ciało i ulatują machając mi ze smutną miną na pożegnanie. Chytrze jednak spostrzegłam, że jedna delikwentka ciągle we mnie siedzi i nie ma ogólnie mówiąc nic przeciwko ostatniej maleńkiej zagryweczce. No więc korzystając z okazji, łapię MiKasię w rękę, powtarzam rytuał wyrzut - lewa, prawa, lewa - wyskok - pierd… I kiedy tak ciągle jeszcze w powietrzu trochę byłam zobaczyłam tę ostatnia resztkę siły, jak wylatuje ze mnie z szyderczym śmiechem na ustach. Co mogłam zrobić? Łupnęłam o ziemię, a że się pode mną nogi ugięły jak osioł pod typowym Amerykaninem, to się jeszcze na dokładkę jak długa na parkiecie wyłożyłam w jakiejś nienaturalnej pozycji. Żeby chociaż tyle. Ale nie, moja głowa okazała się cięższa od reszty ciała w wyniku czego zaraz po kolanach, łokciach i barkach miała okazję do bliskiego kontaktu z parkietem w sposób, jaki to młotek ma w zwyczaju kontaktować się z gwoździem. Szybko i energicznie. A przy tym naprawdę boleśnie. Wraz z tym kontaktem jak na zawołanie zapadła wokół mnie ciemność i cichość… Pomyślałam więc, że trzeba okazję wykorzystać i kimnęłam zdrowo. A może po prostu straciłam przytomność? Z cudownie głębokiego snu wyrwał mnie ktoś starający się wyrwać moje ramię. Musiałam chyba wrócić z zaświatów, bo wizję miałam jakby rozmazaną a głos czyjś dochodził do mnie jak zza ściany. - Nic ci nie jest? Hej? Żyjesz? – produkował mi ktoś owe słowa niemalże do ucha. Przywołałam władczym gestem wszystkie siły, które wcześniej tak bezczelnie opuściły moje ciało (nie wpuściłam tylko tej ostatnie, co to się za zabawną uważała) i wysłałam wszystkie do prostego zadania otworzenia mi oczu. Zaraz jednak gorzko tego pożałowałam, bo snop światła, jaki wdarł mi się do głowy wypalił mi ją chyba na przelot. W każdym bądź razie czułam się, jakby mi ktoś dziurę z tylu głowy wywiercił do niewiadomych celów. - Halo? Słyszysz mnie? – powtórzył tajemniczy głos, który chyba był także właścicielem ręki, która próbowała odłączyć moje ramię od reszty ciała. - Ała! – chciałam grzecznie powiedzieć a wyszedł mi niegrzeczny krzyk, który tak mnie samą zadziwił, że aż usiadłam i otworzyłam oczy chłonąc sytuację naokoło mnie. I tu czekał mnie nie lada szok. Na moment nawet z powrotem zamknęłam oczy, bo pomyślałam, że mi się coś z głową porobiło i halucynacje mam. Ale zaraz potem stwierdziłam, że takie halucynacje trzeba wykorzystywać a nie jak głupia oczy zamykać. Tak więc rozejrzałam się dokładnie, co by ten widok całą mną pochłonąć. Sytuacja rysowała się tak: siedziałam jak głupia na środku boiska do siatkówki, z nieładem i dziurą na głowie (tak podejrzewałam przynajmniej) a wokół mnie jak w jakieś bajce tłoczyło się dwunastu wspaniałych. Wszyscy grubo ponad 1.80 wzrostu, klaty jak u Herkulesa (to znaczy klaty były schowane pod koszulkami, ale znając ich profil zawodowy wiedziałam, co tam kryją…) i te zatroskane oczyska wpatrzone we mnie. Ah, czułam jak się rozpływam, bo w niektórych miejscach zrobiło mi się mokro jak po ulewnym

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Imaginarium — czytnik · opowiadania