Inne · 7 min czytania
IMPREZA
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
IMPREZA
Imprezę zaanonsowałam wcześniej. Przynajmniej od pół roku, może siedmiu miesięcy, wiadomo było, że się odbędzie. Jak to między przyjaciółmi, nie wysyłałam zaproszeń. Po co nadawać zadęcia i pompy sytuacjom, które z natury cechuje lekkość i brak zobowiązań. Tym bardziej, że we własnym gronie, nierzadko lekko podchmieleni, żartowaliśmy ze sztywniaków, uprzejmie zawiadamiających, że… lub, jeszcze lepiej, iż… . Szepnęłam tu i ówdzie słowo, najpierw koleżankom i nie przeszkadzało mi w ogóle, że to straszne plotkary i zaraz wszystkim rozgadają. Nie będę oryginalna, jeśli powiem, że trochę na to właśnie liczyłam. Wkrótce z łatwością potrafiłam po minie rozpoznać, którzy ludzie właśnie od nich o imprezie już wiedzą. Cieszyłam się niezmiernie, bo też co to byłoby za przyjęcie bez ludzi, bez szczerych powitalnych uścisków, wzruszeń i ciągnących się w nieskończoność rozmów o tym co wczoraj, jutro i dziś. Wiadomo, jednych zna się trochę lepiej, drugich gorzej, trzecich czasem, co jak wyrzut sumienia, nie pamięta się wcale, ale człowiek zawsze cieszy się, że wszyscy przyszli właśnie dla niego. Na imprezę, którą zorganizował. Oczywiście nie zabrakło wątpiących i malkontentów, z lubością wstawiających po słowie impreza wytłumaczenie, że być może się nie odbędzie; że zostało jeszcze dużo czasu. Wieść o imprezie nabierała jednak odpowiedniej dynamiki, dla przedsięwzięcia tej rangi, więc już z nieco mniejszym napięciem można było podejść do spraw drobniejszych, acz niemniej ważnych, a wymagających należytej uwagi. Należało czym prędzej wybrać miejsce, a z racji wyjątkowo ciepłego początku jesieni zdecydowałam, iż impreza, przynajmniej częściowo, odbędzie się na dworze. Trochę, by wśród złotorudych liści przypomnieć sobie radosne, słoneczne lata, a jeszcze bardziej by zagrać na nosie niby wszechwładnej naturze. To przecież zrozumiałe, że jako nastolatka muszę się buntować. Nawet, gdy nie mam ochoty. By nie stracić reputacji. Dom wybrałam nieco nietypowy, skromny, niewielki, za to z ogromnym, nawet jak na nasze potrzeby ogrodem. Dodatkowo, w oddaleniu od innych zabudowań, pod lasem, mogliśmy liczyć na nieco mniejsze niż zwykle kłopoty z sąsiadami. Zarządca zapewnił, że podobne imprezy odbywały się tu już nieraz i nigdy nikt nie skarżył się na jakiekolwiek problemy. Ustaliłam harmonogram. O dwunastej oficjalnie przywitam gości. Pozostawał już tylko strój na imprezę. Nie wiem jak inne dziewczyny, ale ja chciałam się naprawdę przygotować i kupić kreację, którą goście zapamiętają na zawsze. Próbowałam wyciągać moje koleżanki na wielogodzinne mityngi w centrach handlowych, lecz te, zazwyczaj skore to tego typu rozrywek, tym razem się opierały. Podejrzewam, że bały się, że w którymś ze sklepów spodoba nam się to samo, a one wtedy pokornie będą musiały odpuścić, jako że to organizatorce imprezy należy się palma pierwszeństwa. Przecież to nie ślub, a ze mnie żadna panna młoda żeby podglądniecie kreacji miało przynieść pecha. Poza tym nie mogło. Już nie teraz. Wszystko było zaplanowane i przygotowane na bicie dzwonów zapracowanego zegara, który jakby spiesząc się, może na inne przyjęcia, wciąż nabierał tempa. Wszystko działo się bardzo szybko. Imprezę zaczynałam czuć w kościach, mięśniach, żołądku.