Inne · 10 min czytania
Iperyt
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Poeta Jarosław. Melancholik ...... ...na ołtarzu prawdy położyli różę. róża zwiędła, zaraz i opadła. gdzie jest prawda? ...... - To na prawdę twoje? - Moje. Ba. - Wspaniałe. - Dziękuję. Dziękuję bardzo. - I gdzie jest prawda? - Słucham? - No gdzie jest ta prawda, o której pisałeś w tej ostatniej zwrotce? - Cóż.... trudno powiedzieć. - Poeta położył sobie palec wskazujący na ustach i spojrzał w stronę sufitu - Wymagasz ode mnie analizy mojego wiersza. Chcesz, bym go objaśnił laikom, którzy go czytają i czytać będą, tego żądasz? Khe, khe ... - zakasłał lekko, osłaniając sobie usta dłonią. - Jeśli możesz, to tak. I jeszcze kim są ci, co różę położyli, to mnie niezmiernie ciekawi. - Nie. Nie mogę. Nie chcę. Samemu trzeba dojść do tego. Każdy będzie wiedział, gdzie jego prawda leży, gdzie się znajduje, rozumiesz co do ciebie mówię? - Niezupełnie. Masz inny wiersz? A może następną zwrotkę tego o ołtarzu? Łatwiejszą do interpretacji? - Oczywiście. Ale nie podzielę się tym z tobą. Moja sympatia nie stoi blisko ciebie, jeśli rozumiesz co mówię. - Rozumiem. (brudne myśli, które muszą zostać ukryte) To ja teraz coś powiem. Jesteś paskudnym, obleśnym typem, z manią wielkości i pogardą dla innych. Nie szanujesz swoich wielbicieli a twoje... - Przecież pozwoliłem mówić mi na "Ty". Waham się, co by nie cofnąć tej propozycji. Pochopnej i nieprzemyślanej, jak to teraz widzę. Huh. - Cofnij, pewnie że cofnij. Nie sprawiało mi przyjemności, to całe mówienie ci na "ty", Panie Poeto. - Cóż. Mój czas dla pana uważam za wyczerpany. Żegnam. - Poeta odwrócił się, podniósł wysoko głowę, pokazując rozmówcy, czyli mnie, swoją pogardę, i odszedł w stronę palarni, gdzie stali jego koledzy/koleżanki po piórze. Zostałem sam na korytarzu. Nie na długo. Zauważyłem oto Poetę Edmunda, maga pióra, mistrza słowa, geniusza kreacji. Podszedłem. ..... Poeta Edmund. ..goła noga na gołym kolanie kiwała się ruchem stałym w kole a palec u stopy też goły bo niczym nieokryty wystawał ciekawie paznokcia ale to boli, boli, boli, bol, bo, b.
- O, to dobre jest. Na konkurs napisałeś specjalnie? - Tak. - Możesz coś więcej powiedzieć na temat wiersza? Kto jest podmiotem, gdzie umiejscowiłeś sedno sprawy, jakie przesłanie niesie Twój wiersz dla ludzkości? Takie podstawowe sprawy, wiesz. - Tak. - Co tak? Możesz naszkicować bardziej konkretnie? - Tak. - Słucham? - Tak. - Dobrze się czujesz? Po oczach widzę, że nie wiesz dokładnie gdzie jesteś. - Tak. Machnąłem ręką tylko, w geście rezygnacji. Od tego delikwenta wiele się nie dowiem. Stał, oparty plecami o ścianę korytarza i roztaczał wokół siebie aurę tajemniczości. Może ja się nie znam na tych wszystkich poetach, ich wrażliwości, ich świecie wewnętrznym, ale moim zdaniem, to Poeta Edmund był na niezłych tabletkach zmieniających rzeczywistość. I czy, jeśli w ogóle, będzie miał szansę zdobyć jakąś nagrodę wierszem o gołych nogach? Nie sądzę. O gołych babach może? Ale ja jestem laik i nie będę się wypowiadał na ten temat. ............... Poeta Xul (to pseudonim artystyczny pewnego urzędnika samorządowego z Piły)
Na Boga! Polacy! Ku Słońcu oczy me wpatruję! I co widzę! Wolność! Równość! Zwycięstwo! I sztandar i krew i łzy szczęścia!! Podnieśmy czoła Podnieśmy nosy Podnieśmy brody Podnieśmy głowy Polacy!! ... - Mocne. Fajne. Mnie zaispirowało do działania. - Co pan powie? Naprawdę? - Tak. Poczułem się mocniejszy, pewniejszy, taki rześki nawet, bym to tak ujął w słowa. - To po moim wierszu pan uzyskał wszystko? Ależ ciekawe, wie pan? Ja go napisałem, zainspirowany pewną historią obyczajową z mego miasta. Pan sobie wyobrazi....... Ale, ale, mamy czas na takie historie, czy jest pan mocno ograniczony w ramach czasu? - Nie, jest okej, niech pan mówi. - Więc taką oto historią zaispoirowałem się. Już mówię. Żona jest weterynarzem w Pile, prowadzi lecznicę dla zwierząt, szczepi koty, czyści psom uszy, odrobacza króliki. I u niej pracowała taka praktykantka, młoda dziewczyna, po studiach zaraz toto. Z prowincji. No, ale przecież moja Piła to nie jest jakaś, proszę pana, metropolia, niczym Londyn czy Kalkuta, ale mała też nie jest, taka w sam raz na wielkość. Kiedyś to nawet województwem byliśmy. Pan nie pamięta, bo pan młody, ale takie czasy były. Na czym to ja..? A. Dziewczyna miała przydział do lecznicy dla zwierząt zupełnie innej, niż ta mojej żony. Jechała sobie pekaesem do Piły, z wioski Częczewo, rozmawiała z kierowcą, bo na pierwszym siedzeniu usiadła, a jest osobą wielce komunikatywną i sympatyczną. Jakiś tam zbiegiem okoliczności wygadała się o stancji, na której będzie mieszkać na praktykach. A ten kierowca akurat, pan słucha teraz, na to jej gadanie, że on zna właścieciela tej kamienicy. Że to straszny pijak, łachudra, cham. I że ta dziewczyna długo tam nie wytrzyma, na tej stancji. I dał jej numer telefonu do swojej kuzynki, która ma pokój do wynajęcia na Kotuńskiej Drodze (taka…