Melodramat · 4 min czytania
Ironia miłości cz III
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Znowu ta szarość za oknem, cóż za przygnębiający widok dla zgnębionego serca. Jak ciężko było zacząć dzień, gdy nogi odmawiały posłuszeństwa. Wziął prysznic, co odrobinę poprawiło mu humor. Nie bardzo wiedział co dalej z sobą począć. Dotychczasowe poranki upływały mu na bezmyślnym wpatrywaniu się w ekran telewizora. Przesiadywał godzinami w pokoju przeglądając programy telewizyjne, unikając tych, które mogły mieć coś wspólnego z nią. Ale nie dziś, nie w sytuacji gdy wychodzi po południu. Myśli wokół tej sprawy krążyły w nim nieustannie, nie pozwalały się uspokoić. W jednej chwili zapragnął świeżego powietrza. Nie namyślając się długo pochwycił płaszcz i wyszedł z domu. Wydawało mu się, że za oknem jest ponuro, a tu poraziła go jasność - dawno nigdzie nie wychodził i oczy odzwyczaiły się od dziennego światła. Uderzył go hałas panujący na ulicy. Poczuł się z tym obco, poszedł w stronę parku odczuwając potrzebę odrobiny spokoju. Im dalej szedł, tym większy niepokój wkradał się w jego umysł. Przysiadł na ławce, w cieniu rozłorzystego drzewa z widokiem na bawiące się przy fontannie dzieci. Widok ten na chwilę ukoił jego zmysły. Przywiódł wspomnienia z dzieciństwa, gdy Igor będąc małym chłopcem bawił się z innymi dziećmi. Zapragnął na nowo tych zabaw w pełnej beztroski atmosferze, chwil w których problemy nie istniały, a dotkliwe stłuczenie kolana było powodem do dumy wobec kolegów z podwórka. Żal ścisnął jego serce na myśl, że te chwile nigdy nie wrócą. Igor nie był już małym chłopcem i musiał stawić czoła okrutnej rzeczywistości. Na powrót uświadomił sobie swoją sytuację i ogarnęło go przygnębienie, tak wielkie, że nie mógł znieść widoku roześmianych dzieci, tryskającej fontanny, usłanych barwnymi liśćmi ścieżek. Postanowił czym prędzej wracać do domu. W drodze powrotnej nawiedzała go natrętna myśl, że nie będzie w stanie podołać sprawom dzisiejszego popołudnia, skoro wyjście do parku było…