Inne · 8 min czytania
Ja nie wiedziałem
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
(Darii…)
Ja nie wiedziałem, że życie może tak boleć. Nie wiedziałem, co czułem, gdy pewnego dnia obudziłem się i stwierdziłem, że moje życie jest puste. Ja byłem pusty. Zacząłem się staczać w nicość i nie mogłem tego powstrzymać. Nie mogłem, bo byłem za słaby. Byłem sam. Nie pamiętam, czy to nastąpiło wtedy, gdy ona odeszła. Chyba jednak wcześniej, bo skoro pozwoliłem jej odejść, to znaczyć musiało, że byłem za słaby, by ją powstrzymać. A chciałem, żeby została. Nic jednak nie zrobiłem. Ukrywałem się w sobie. Próbowałem zamaskować uśmiechem, żartami o sianiu pól kukurydzą w środku zimy. Uciekałem do ludzi, do imprez, alkoholu, aż wreszcie do narkotyków, po to, by zapomnieć, że jestem sobą, właśnie sobą. Bałem się zostać sam na sam, bo wtedy musiałbym sobie odpowiedzieć na kilka pytań. A ja nie chciałem znać odpowiedzi. Byłyby zbyt przerażające. Chciałem wypełnić tę pustkę, ziejącą tą straszną czernią. Boże, jak ja się bałem swoich myśli. Starałem się być wesoły. Jeszcze weselszy stawałem się po alkoholu i prochach – one mnie zamraczały, uciszały myśli, a na zewnątrz stwarzały wrażenie nieprzytomnego człowieka, który się popularnie „zbakał” i było mu wesoło albo „spił” i też było mu wesoło. Jeszcze lepiej, gdy robiłem to z dobrymi znajomymi – wtedy rozmowy o niczym bardzo uspokajały. Zawalały umysł niepotrzebnymi informacjami, zatrzymywały potok myśli. A najszczęśliwszym wieczorem był taki, kiedy tak napity i zbakany budziłem się w pustym domu, niczego nie pamiętając i dochodząc do siebie cały dzień w szkole, koncentrując się tylko na bólu głowy – bo na niczym innym nie byłem w stanie. Myśli biegały po całej głowie, wirowały, a ja ich nie rozumiałem. Dzięki Bogu, że nie rozumiałem. Następna impreza, następne zapomnienie. Wciąż to samo. Jak dobrze, że to samo. Wiem, że się martwiłaś. Ale nie mogłem przyjść z tym do Ciebie. Nie wiedziałem, czy zrozumiesz. Bałem się, że zobaczysz to w moich oczach, że to nazwiesz… a ja nie chciałem wiedzieć. Wiedz, że nie byłem sobą. Nie umiałem… być. … Nawet do lasu przestałem chodzić. Nie miałem ochoty konfrontować wiedzy, którą nabyłem w szkole z tym, co świergotało na tych drzewach, czy w popłochu przede mną uciekało w zarośla. Nie chciałem też tam chodzić, bo las był cichy i jakże pusty. Pomimo życia, które w sobie miał. Przerażał mnie, bo… W lesie odzywała się moja pustka. A ja przecież chciałem… musiałem ją zagłuszyć. Wiedziałem jednak, że tak długo nie wytrzymam. Wiedziałem, że to wszystko, co robię ze sobą, mnie zabija. Miałem przebłyski świadomości – chociaż wątłe i rzadkie, ale wzywające do opamiętania. Miałem być ze sobą szczery. Nie oszukiwać się. Ale ja inaczej nie mogłem, słyszycie?! Ja musiałem tak udawać, sam przed sobą!!! Bo moje życie, moje życie tak bardzo mnie… … bolało…? … Wtedy pustka, w jednym, krótkim momencie, rozkazała mi odpowiedzieć. Doszła do głosu. Moje ja również. I wiedziałem, że nie mam gdzie uciekać. Przed sobą? Jak? … * Lina. Ta lina, która leży garażu już od roku. Jest mocna, w sam raz na wysokopienną wspinaczkę. Przypomina mi się wycieczka w Bieszczady. Było świetnie, naprawdę świetnie, można by to kiedyś powtórzyć. Biorę ją i zwijam. Zaczepiam o pasek. W kieszeni mam telefon i pieniądze z wypłaty matki. Żeby nie było, że zwinąłem wszystko i uciekłem z domu, wziąłem tylko dwie stówy. Starzy i tak będą mnie podejrzewać, że zwiałem, ale mam już osiemnaście lat. A od kumpli dowiedzą się, jaka jest wersja moich zamierzeń. Dzwoni telefon. Nawet nie patrzę, kto. Nie mam czasu, muszę się przygotować. Dobra, wszystko zabrane? Jeszcze raz zaglądam do garażu. Wszystko. Mogę ruszać. Czuję się jak jakiś przedszkolak przed wielką wyprawą w nieznane. A ja dopiero…