Wróć do katalogu

Ja nie wiedziałem

jak to jest, w tej chwili... wtedy...

aariciaopublikowano 25 sierpnia 20048 min czytania 3,5 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

(Darii…)

Ja nie wiedziałem, że życie może tak boleć. Nie wiedziałem, co czułem, gdy pewnego dnia obudziłem się i stwierdziłem, że moje życie jest puste. Ja byłem pusty. Zacząłem się staczać w nicość i nie mogłem tego powstrzymać. Nie mogłem, bo byłem za słaby. Byłem sam. Nie pamiętam, czy to nastąpiło wtedy, gdy ona odeszła. Chyba jednak wcześniej, bo skoro pozwoliłem jej odejść, to znaczyć musiało, że byłem za słaby, by ją powstrzymać. A chciałem, żeby została. Nic jednak nie zrobiłem. Ukrywałem się w sobie. Próbowałem zamaskować uśmiechem, żartami o sianiu pól kukurydzą w środku zimy. Uciekałem do ludzi, do imprez, alkoholu, aż wreszcie do narkotyków, po to, by zapomnieć, że jestem sobą, właśnie sobą. Bałem się zostać sam na sam, bo wtedy musiałbym sobie odpowiedzieć na kilka pytań. A ja nie chciałem znać odpowiedzi. Byłyby zbyt przerażające. Chciałem wypełnić tę pustkę, ziejącą tą straszną czernią. Boże, jak ja się bałem swoich myśli. Starałem się być wesoły. Jeszcze weselszy stawałem się po alkoholu i prochach – one mnie zamraczały, uciszały myśli, a na zewnątrz stwarzały wrażenie nieprzytomnego człowieka, który się popularnie „zbakał” i było mu wesoło albo „spił” i też było mu wesoło. Jeszcze lepiej, gdy robiłem to z dobrymi znajomymi – wtedy rozmowy o niczym bardzo uspokajały. Zawalały umysł niepotrzebnymi informacjami, zatrzymywały potok myśli. A najszczęśliwszym wieczorem był taki, kiedy tak napity i zbakany budziłem się w pustym domu, niczego nie pamiętając i dochodząc do siebie cały dzień w szkole, koncentrując się tylko na bólu głowy – bo na niczym innym nie byłem w stanie. Myśli biegały po całej głowie, wirowały, a ja ich nie rozumiałem. Dzięki Bogu, że nie rozumiałem. Następna impreza, następne zapomnienie. Wciąż to samo. Jak dobrze, że to samo. Wiem, że się martwiłaś. Ale nie mogłem przyjść z tym do Ciebie. Nie wiedziałem, czy zrozumiesz. Bałem się, że zobaczysz to w moich oczach, że to nazwiesz… a ja nie chciałem wiedzieć. Wiedz, że nie byłem sobą. Nie umiałem… być. … Nawet do lasu przestałem chodzić. Nie miałem ochoty konfrontować wiedzy, którą nabyłem w szkole z tym, co świergotało na tych drzewach, czy w popłochu przede mną uciekało w zarośla. Nie chciałem też tam chodzić, bo las był cichy i jakże pusty. Pomimo życia, które w sobie miał. Przerażał mnie, bo… W lesie odzywała się moja pustka. A ja przecież chciałem… musiałem ją zagłuszyć. Wiedziałem jednak, że tak długo nie wytrzymam. Wiedziałem, że to wszystko, co robię ze sobą, mnie zabija. Miałem przebłyski świadomości – chociaż wątłe i rzadkie, ale wzywające do opamiętania. Miałem być ze sobą szczery. Nie oszukiwać się. Ale ja inaczej nie mogłem, słyszycie?! Ja musiałem tak udawać, sam przed sobą!!! Bo moje życie, moje życie tak bardzo mnie… … bolało…? … Wtedy pustka, w jednym, krótkim momencie, rozkazała mi odpowiedzieć. Doszła do głosu. Moje ja również. I wiedziałem, że nie mam gdzie uciekać. Przed sobą? Jak? … * Lina. Ta lina, która leży garażu już od roku. Jest mocna, w sam raz na wysokopienną wspinaczkę. Przypomina mi się wycieczka w Bieszczady. Było świetnie, naprawdę świetnie, można by to kiedyś powtórzyć. Biorę ją i zwijam. Zaczepiam o pasek. W kieszeni mam telefon i pieniądze z wypłaty matki. Żeby nie było, że zwinąłem wszystko i uciekłem z domu, wziąłem tylko dwie stówy. Starzy i tak będą mnie podejrzewać, że zwiałem, ale mam już osiemnaście lat. A od kumpli dowiedzą się, jaka jest wersja moich zamierzeń. Dzwoni telefon. Nawet nie patrzę, kto. Nie mam czasu, muszę się przygotować. Dobra, wszystko zabrane? Jeszcze raz zaglądam do garażu. Wszystko. Mogę ruszać. Czuję się jak jakiś przedszkolak przed wielką wyprawą w nieznane. A ja dopiero…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych