Akcja · 5 min czytania
Ja Nieudacznik- cześć druga.
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Jak to się działo, że Dorota zawsze miała kasę? Pracowała- mówiła Mama. W biedronce wyciągała jakieś siedem stówek miesięcznie. Robota niemal bez przerwy. Teraz, gdy widzę kasjerkę w sklepie, ze sztucznie przyklejonym uśmiechem zastanawiam się, czy byłaby skłonna robić to, co Dorota. Nie myślę o dobijaniu towaru do twojego rachunku. Mijały tygodnie, podczas, których swoją sztukę przewidywania tego, co stanie się na klatce opanowałem do perfekcji. Z dźwięków dobiegających z klatki umiałem czytać przyszłość. Przyszłość klatki schodowej. Żałosne. Pewnego wtorkowego wieczoru zacząłem zastanawiać się, po co pan Staszek chodzi do piwnicy. Robił to nieprzerwanie od wielu miesięcy, dokładnie o tej samej porze. W niedzielny wieczór zostawał jednak w domu. Schemat jego postępowań zaciekawił mnie. Miałem wtedy 23 lata, nie pracowałem, dni moje były zlane w jeden wielki cykl dnia i nocy. Monotonia, którą postanowiłem przerwać. Badania nad nocnym życiem pana Staszka rozpocząłem w środę. Leżąc na łóżku wsłuchiwałem się w dźwięki klatki. Pan Staszek był już po pięćdziesiątce. Nie wiem ile, ale chyba sporo. Był bardzo wysoki i chudy, wręcz wysuszony. Jego twarz obleczona była w skórę ziemistego koloru. Wystające kości policzkowe i zapadnięte oczy sprawiały, że Staszek nie wzbudzał przyjemnych odczuć. Nieraz, mijając go, miałem wrażenie, że mijam trupa. Nawet pachniał jakoś dziwnie. Wilgocią i stęchlizną.
****
-Chciałbyś zajrzeć do studni, która stoi za blokiem?- zapytał. Miałem osiem lat, ale doskonale pamiętam dziwy wyraz jego oczu. -Co w niej jest? -Chodź, pokażę ci. Tylko nie mów nikomu- ruszył przed siebie. Idąc za nim czułem się jak krasnoludek. Chuda sylwetka mojego sąsiada rzucała długi i cienki cień, który falował na wysuszonej trawie. Jeden jego krok musiałem nadrobić kilkoma moim drobnymi kroczkami. Studnia stała w pewnej odległości od bloku, w starym sadzie. Zarówno sad jak i studnia były pozostałością po gospodarstwie, które dawniej stało w miejscu bloku. -Pamiętaj żeby nie mówić nikomu- powiedział i puścił mnie przodem. Sucha trawa, spalona przez lipcowe słońce szeleściła pod nogami. Cześć studni wystająca nad ziemię była ładna. Krąg ułożony z dopasowanych do siebie, nieobrabianych kamieni. Gdzieniegdzie leżały pozostałości drewnianego daszku i strzępy starej liny. Byłem już blisko studni, gdy Staszek kazał mi spojrzeć w głąb ziemi. Zrobiłem to. Spojrzałem. Nie było widać dna. Słyszałem jednak przytłumione bzyczenie.…