Akcja · 9 min czytania
Jack i Will
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Will szedł aleją Port Royal, po drodze mijał ludzi radujących się piękną pogodą, a także kupców przy ich stoiskach. Uśmiechał się do pozdrawiających go przechodniów i odpowiadał im skinieniem głowy. Zachowywał się z pozoru normalnie, ale wewnętrznie wciąż był roztrzęsiony. Jakiś bezczelny czarci pomiot, łotr, szubrawiec, pirat godny pożałowania groził Elizabeth! Kiedy stanęła mu przed oczami, twarz rozpogodziła mu się niczym niebo po burzy. Pewnym krokiem wszedł przez uchylone drzwi kuźni pana Browna. Will był czeladnikiem Browna, kowalem. Sam pan Brown, jak zwykle pijany, usnął na stercie skrzynek. Przerażony osioł pana Browna cwałował po wytyczonej mu trasie, wprawiając w ruch mechanizm dyszy przy kominie. Porykiwał przy tym głośno. -”głupie zwierzę”- pomyślał Will, po czym podszedł i opiekuńczym gestem pogłaskał go po łbie. W rzeczywistości lubił poczciwego osła. Powiódł wzrokiem po kuźni. W nawyk weszło mu wprowadzanie tam pedantycznego wręcz porządku. Brown wciąż spał z butelką w dłoni. Will przyjrzał się otyłemu kowalowi w brudnym fartuchu. Zadziwiające było to, że nie obudziły go ryki osła. -Tu gdzie cię zostawiłem...- mruknął Will i uśmiechnął się po nosem. Odwiesił swoją zamszową, wyszywaną złotem marynarkę na hak przy furcie. Badawczym wzrokiem wiódł po narzędziach. Zauważył młotek, bezładnie pozostawiony na kowadle. Spojrzał na Browna pogrążonego we śnie, który porucz oddychania, nie przejawiał żadnych oznak życia. Ponownie odwrócił wzrok w stronę młotka. -Nie tu cię zostawiłem...- burknął, zastanawiając się, kto też mógłby używać młotka, kiedy w kuźni przebywał tylko śpiący i pijany Brown, oraz jego osioł. -Co do...- mruknął, ale przerwał bo dostrzegł skórzany piracki kapelusz, zawieszony na uchu kowadła. Pospiesznie rozejrzała się wokół siebie. Ani żywej duszy. W zamyśleniu przeczesał ręką swoje ciemne, upięte wstążką włosy, sięgające mu do ramienia. Pozostawała jeszcze jedna zagadka, a mianowicie, kto rozpalił piec i przestraszył osła? Zaintrygowany przeczuciem Will sięgnął po kapelusz. Domyślał się, kim może być jego właściciel. Kiedy opuszkami palców dotknął skórzanego ronda, w stronę jego ręki powędrowała szabla. Will odruchowo cofnął rękę, i drugą dłonią chwycił się za nadgarstek, jakby chciał się upewnić, czy druga ręka nadal jest w całości. Z cienia tłoczni wyłonił się mężczyzna. Pierwszym skojarzeniem Will było to, że nieznajomy wygląda cudacznie i pokracznie. Długie ciemne włosy miał splątane w dredy i przepasane czerwoną chustką. Znad pasa czerwonego materiału, sterczał mu kosmyk ozdobiony koralikami i czymś na kształt monety. Podobne koraliki pojawiały się gdzieniegdzie pomiędzy dredami. Oprócz tego, we włosy miał wpięte różnorodne wstążki i rzemyki. Twarz miał spieczoną słońcem i ogorzała wiatrem. Migdałowe oczy koloru kawy, były obramowane grubą warstwą czarnego kajalu. W tych oczach Will ujrzał swoją własną zdziwioną minę. Raził widok złotego zęba, w kpiącym uśmieszku dziwoląga. Był nieogolony, a jego broda była spleciona w dwa warkoczyki także ozdobione koralikami. Jego twarz wyrażała oblicze szaleńca. Miał na sobie płócienna bufiastą koszulę, i skórzaną kamizelę do zestawu z kapeluszem. -To moje- powiedział swoim grubym barytonem, sięgając po kapelusz dłonią ozdobioną sygnetami i wielkimi pierścieniami. Jego głos zabrzmiał jak ironiczna puenta jakiegoś dowcipu. -Ale na mnie już czas- dodał, kierując się w stronę wrót kuźni. W jednej dłoni wciąż trzymał szablę. Will chwycił jeden, ze świeżo wystudzonych mieczy, i skierował go w twarz nieznajomego. Mężczyzna obrócił się i z rozbawieniem spojrzał na Willa. -Czy ty wiesz, kim ja jestem?!- parsknął- tylko głupiec walczy z piratem... Will nie cofnął ostrza ani o milimetr. To ten pirat naraził Elizabeth na niebezpieczeństwo. Chęć zemsty opanowała jego umysł. -Skąd ja cię znam? Groziłem ci kiedyś?- kontynuował pirat nie zrażony tym, że jego przeciwnik nie cofnął broni. -Groziłeś pannie Swann- z mocą odpowiedział mu Will, przybliżając ostrze do szyi pirata. Ten jakby rozbudzony z letargu, zorientował się że grozi mu niebezpieczeństwo. Palcem odsunął miecz od siebie, po czym głośno przełknął ślinkę. Przełożył szablę z lewej ręki do prawej i posłał Willowi szyderczy uśmiech. -Nie tylko jej- odparł z dumą. W tym momencie Will zaatakował, lecz pirat zgrabnie odparował cios. Uśmiechnął się jeszcze szerzej. Przemówiły ostrza. W pełni zsynchronizowane szable nacierały na siebie ze zgrzytem. Will i pirat doskakiwali