Biografia · 4 min czytania
Jak brat siostrę...
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
W kwietniu odbyła się nasza pierwsza klasowa wycieczka- do Warszawy. Była ładna pogoda, dlatego cały czas spacerowaliśmy po warszawskich ulicach. Klasa podzieliła się na małe grupki. Ja włóczyłam się razem z Wojtkiem. Kupowaliśmy pamiątki, oglądaliśmy znane budowle. Czasem rozmawialiśmy o różnych sprawach albo obgadywaliśmy innych. Dobrze nam było ze sobą. Potrafiliśmy się razem śmiać i płakać. Wojtka poznałam we wrześniu, kiedy po raz pierwszy przekroczyłam próg mojego liceum. Już wtedy bardzo mi się spodobał.Był ładny jak z obrazka.I ten jego uśmiech. Kiedy się śmiał wyglądał fantastycznie. A on śmiał się niemal bez przerwy. Był taki zabawny - zupełnie inny niż reszta chłopaków. Radość życia i wyczuwalne na kilometr poczucie humoru- to właśnie to, co mnie w nim urzekło. Ja jemu chyba też się spodobałam, bo przegadaliśmy razem wiele długich godzin. Z dnia na dzień byłam mu coraz bardziej oddana, a potem, no cóż...zakochałam się.Jeszcze dziś pamiętam złośliwości młodszej siostry w stylu: -,,No, no no, patrzcie, Agusia wpadła jak śliwka w kompot". Ale nie potrafiłam i nie chciałam temu zaprzeczać. Wyczuwałam, że jestem dla Wojtka kimś ważnym. Gołym okiem widać było, że szuka mojego towarzystwa, czasem przypadkowo dotykał mojej dłoni, bawił się moimi włosami. Nigdy jednak nie wspominał, że moglibyśmy być razem. Myślałam sobie, że jest jeszcze zbyt wcześnie na takie wyznania, deklaracje. Poza tym miałam wrażenie, że to tylko ja widzę nasze relacje w taki sposób. Nadeszło lato. Wyjechaliśmy wspólnie na obóz. Często chodziliśmy na plażę, na wieczorne spacerki. Siadaliśmy wtedy na piasku otulając się jednym kocem. Wojtek był taki dobry, miał takie delikatne i ciepłe dłonie. Kiedy mnie przytulał robiło mi się tak dobrze. Byłam absolutnie zakochana. Gotowa na wszystko.…