Inne · 4 min czytania
Jak ja nienawidzę różowego...
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Kroki odbijały się echem po klatce schodowej. Jedyną zauważalną przeszkodą był człowiek leżący na mojej drodze. To był doprawdy wielki wyczyn, aby przejść nad nim, nie dotykając niczego. Nie jestem dobry w tego typu sprawach udało mi się tylko nie nadepnąć na jakąś część jego ciała, jednak niezdarnie potrąciłem lekko pustą butelkę, która zachwiała się i przewróciła. Zamarłem na chwilę czekając na reakcję mężczyzny, usłyszałem tylko cichy pomruk. Flaszka zatoczyła niezgrabne koło, resztki różowego płynu kapały na brudną podłogę. Stałem nad tym pijakiem i zamyśliłem się patrząc na jego nieświadomą twarz. Ruszyłem dalej, wspinając się szybko na kolejne stopnie. Wreszcie stanąłem przed drzwiami, lekko zdyszany, przekręciłem klucz w starym zamku i pchnąłem wrota. Skrzypnęły nienaoliwione zawiasy, po chwili już robiłem sobie drinka w ciepłej kuchni przy wolnych dźwiękach jazzu. Chwyciłem kieliszek i nalałem do niego przezroczystego płynu, przez chwilę patrzyłem na falujący napój w okrągłym naczynku. Wydawało mi się, że zobaczyłem w nim siebie, stojącego przed tłumem ludzi bez twarzy, całkiem samego, z przeszywającym uczuciem utraty czegoś, wyciągnąłem ręce i krzyczałem. Serce biło mi tak wolno. Rozległ się dźwięk rozbijanego szkła, otrząsnąłem się. Kurwa- pomyślałem patrząc na szczątki kieliszka i rozlany alkohol. Sięgnąłem po kawałek szkła leżący najbliżej, znowu to dziwne uczucie. Zobaczyłem siebie, jakaś kobieta trzymała mnie za rękę, rozejrzałem się, nie było już ludzi bez twarzy, teraz, każdy się do mnie uśmiechał, szczęście promieniowało ze mnie każdym calem mojego ciała. Poczułem ostry ból, otrząsnąłem się i zobaczyłem…