Akcja · 5 min czytania
Jak najdalej - prolog.
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Stałam na balkonie, ubrana w cienką pidżamę, wpatrzona w gwiazdy Nowego Jorku. Po chwili On wszedł na balkon, położył swoją rękę na moim barku i zacisną ją. Znowu dał mi do zrozumienia, że chce abym weszła do domu. Byłam mu bezgranicznie posłuszna. Bałam się go od pierwszego dnia po naszym ślubie. Położyłam się na łóżku. Byłam nie ruchoma. W tym czasie on zaczął mnie całować, dotykać, a ja nie mogłam nic z tym zrobić. W końcu zasnął. Delikatnie zdjęłam go z siebie i wstałam. Zeszłam do kuchni i przebrałam się w codzienne ciuchy. Już od dawna to planowałam… Zostawić go i nie martwić się więcej, że zaraz tu przyjdzie i znowu mnie pobije. Już wychodziłam, gdy nagle złapał mnie za rękę i uderzył w twarz. Krzyczał, szarpał i wyzywał mnie, a ja znowu nie mogłam nic zrobić. Po moich policzkach pociekły łzy. Gdy to zauważył znowu uderzył mnie, lecz tym razem w brzuch. -Chciałaś uciec? Powiedzieć wszystko policji? Tylko pogorszyłaś swoją sytuację! Od czasu, kiedy jesteś ze mną, jesteś moja! Krzyczał tak jeszcze parę minut, a gdy skończył zaciągnął mnie do sypialni, gdzie zasnęłam. Następnego dnia, jakby nigdy nic wstał i ucałował mnie w policzek na dzień dobry. Uśmiechnęłam się niemrawo i podałam mu talerz z jajecznicą. Posmakował ją, podniósł talerz i rzucił nim we mnie, wrzeszcząc, że dobrze wiem, że lubi bardzo słoną. Nie wytrzymałam. Podniosłam naczynie i rozbiłam mu je na głowie. W tej chwili zobaczyłam nasze dzieci. Stały nieruchomo na schodach i patrzyły na tą scenę z zaskoczoną miną. Były już przebrane, więc szybko pobiegłam z nimi do ich pokoi i w pośpiechu zaczęłam wrzucać wszystkie ich rzeczy do walizek. Po chwili wzięłam swoją, spakowaną wczoraj i wybiegłam z nimi z domu. -Polly, Adam, potem wam wszystko wytłumaczę! Wyszłam na środek ulicy, gdyż akurat jechała taksówka. Zatrzymałam ją i wsiadłam z dziećmi do samochodu. To miał być początek nowego życia.
*** -Cholera! – krzyknęłam, gdyż zapomniałam wziąć pieniędzy z domu. Już od kilku tygodni mieszkałam w domu, u mojej matki, w Miami. Dzieci chodziły spokojnie do nowej szkoły, a ja nie bałam się już…