kariera · 4 min czytania
Jak "Polka" karierę robiła
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Ja ci tam baba nieuczona, ze wsi zapadłej spod Poznania pochodząca i choć po dwóch fakultetach, tom pojęcia nie miała jakie to ci kariery nasi w Unii Galaktycznej robią. Taka jedna znajoma mojej znajomej, wielce światowa kobitka, na Marsie w Nowej Ameryce kible szorowała i na zimnym Plutonie sardynki firmy Alaska pakowała. A potem ci z majątkiem do ojczyzny wróciła... I fiuu, furorę taką zrobiła, że zaraz chłopy ją w obroty wzięły. A ona jako kobita obyta z życiem światowym, ukochanego rozumnie wybrała, ino bacząc czy mu kieszenie pustką nie świecą i w celu założenia stadła oficjalnego do ożenku go namawiała. Trzymała go w zębach mocno, ale się ponoć wyrwał i uciekł nie wiadomo czemu. Lecz i na dobre jej to wyszło, bo jak my ubodzy duchem i umysłem Ziemianie zaszczytu członkostwa w prześwietnej Unii Galaktycznej dostąpili, to kobitka dopiero karierę zaczęła robić. Międzygalaktyczny angielski znała ci przecie wybornie, przy puszkach z sardynkami wiela się mowy nauczyła, choć rybki i nieme były i chyba językiem żadnym nie władały? Ano i do siedziby Unii zajechała. Tam sprawdzoną metodą kanapową, międzygalaktyczny angielski udoskonaliła, egzaminy przez to zdała śpiewająco i bardzo odpowiedzialne stanowisko przy boku ambasadora z Ziemi dostała. I mówię pani sąsiadko miła, że tylu metod parzenia kawy to my szare ludki nie poznamy. A wszystko objęte wielką tajemnicą, ażeby żadne niepowołane osoby jej przypadkiem nie posiadły. Kobitka karierę robi i doszły mnie nawet słuchy, że awans dostała i teraz nie tylko kawę parzy ale i kanapki masłem…