Komedia · 4 min czytania
Jak to chwytałem marzenie
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Od kiedy sięgam pamięcia, marzyłem żeby zostać bohaterem. Z zapartym tchem śledziłem filmy o supermenie, batmanie i pozostałej grupie super herosów. Z uśmiechem wspominam czasy kiedy to biegalem po domu z recznikiem przywiazanym wokół szyii niczym peleryna. Wystarczyło, że mineło kilka lat abym zaczał myśleć na ten temat w inny sposób. Przestałem zazdrościć bohaterom pieknej peleryny, zaczołem dostrzegać że tuż koło niej zawiesza się chmara kobiet. Marzyłem w ten czas jak by to było gdyby tak wszystkie kobiety wzdychały do mnie skrytym uczuciem. Wydaje się wspaniałe, być takim bohaterem. Moja opinia na ten temat nieustanie ewoluowała wraz z upływajcym czasem. Bohaterowie z lat dziecinnych stali się dla mnie komiczni. Dostrzegłem, że niegdyś przepiękny strój supermena w moich oczach stał się ubrankiem dla pana o odmiennej orientacji seksualnej. Zrozumialem, że aby być bohaterem nie trzeba skakać po dachach wieżowców, ratować piękne niewiasty, łapać przestępców i pozostawać nieuchwytnym dla policji i mediów. Jednak nadal gdzieś w głebi mnie pozostała czastka, która mówiła mi, że jest coś w tym coś fantastycznego. I chyba właśnie ta czastka wpłyneła na to gdzie sie teraz znajdowałem. Roztacza się z stad piękny widok na moje osiedle. Jest środek nocy. Ja ubrany na czarno. Bluza, spodnie z pojemnymi kieszeniami, cięzkie buty, kominiarka naciagnięta na głowę. Spogladam z dachu mojego dziesięciopiętrowego bloku, na slabo oświetlone ulice. Czuje wielkie podniecenie. Cała ta sytuacja jest jak sen, ledwo wierze, że zdecydowałem się na takie wariactwo. Poszedłem o krok dalej niż zazwyczaj krocza uśpieni codzienościa ludzie. I to w dodatku w tym wieku. Spogladam w dół i szukam dla siebie…