Melodramat · 7 min czytania
Jedna chwila
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Spojrzałam na drugi koniec parku, gdzie dostrzegłam samotną postać Marcela. Siedział na ławce pod starą wierzbą w promieniach porannego słońca. Jak zawsze skupiony, z delikatnym uśmiechem na ustach. Pogrążony był w jakiejś lekturze. Jedno spojrzenie wystarczyło, aby na mojej twarzy pojawiał się uśmiech. Już zapomniałam, że w ogóle potrafię się uśmiechać!
Zapragnęłam podejść i jak zwykle usiąść na jego kolanach, zarzucić mu ręce na szyję i wtulić się w jego szerokie ramiona. Przez ostatni miesiąc, kiedy nie widzieliśmy się ani razu, zdałam sobie sprawę, ile tak naprawdę dla mnie znaczył. Odkryłam, że pomimo tak krótkiego okresu naszej znajomości stał się częścią mnie i teraz kiedy go nie było, czułam, jakby tej części we mnie brakowało.
Tęskniłam za naszymi potajemnymi spotkaniami. Pragnęłam jak dawniej pogrążyć się w długiej rozmowie w jakimś cichym miejscu, opowiedzieć mu o wszystkim, co mnie ostatnio spotkało, o wszystkim, co czułam... Wiele razy brałam do ręki telefon, próbując wybrać jego numer, jednak zawsze jakaś siła powstrzymywała mnie przed tym, przypominając o wszystkim, co się wydarzyło.
Czasem siadałam na parapecie okna, przez które wkradał się niegdyś do mojego pokoju. Spoglądając w dal, rozmyślałam o chwilach, które razem przeżyliśmy. Z każdym jednak dniem stawało się to dla mnie coraz trudniejsze. Coraz ciężej było wykrzesać z pamięci łączące nas miejsca, zdarzenia lub sytuacje. Obrazy stawały się niewyraźne, słowa traciły swój sens. Nienawidziłam się za to, że bywały chwile, w których przynosiło mi to ulgę.
Część 22 / 2
Jednocześnie wciąż nie mogłam pogodzić się z myślą, że nasze życie mogłoby wrócić do stanu sprzed kilku miesięcy. Czy każde z nas potrafiłoby jeszcze wrócić do swoich dawnych zajęć i obowiązków? Znając siebie, zapewne starałabym się z całych sił udowodnić mu, że nasze rozstanie, nie sprawiło mi bólu. Być może upłynęłoby wiele czasu, zanim zdałabym sobie sprawę, że nie ma już powrotu. Nasza miłość się skończyła, a my układamy sobie życie z dala od siebie. Czy umiałabym z tym żyć? Nie wiem.
Nie potrafiłam nawet wyobrazić sobie, co bym poczuła, gdybym kiedyś mijając go ulicą, nie napotkała tego przeszywającego wzroku, nie zobaczyła tego obezwładniającego uśmiechu. Mimo wszystko wciąż nie byłam w stanie przyznać się przed sobą, że to właśnie za tym ciepłym uśmiechem płakałam po nocach.
Wciąż wiele spraw zaprzątało mi głowę, była wśród nich myśl, która sprawiała największy ból. Choć sama prosiłam Marcela, aby się do mnie nie zbliżał, nie mogłam wybaczyć mu, że poddał się tak szybko. Czyżbym tak niewiele dla niego znaczyła, a może było wprost przeciwnie?
Jedno co wiedziałam na pewno, to to, że nie mogłam spędzić bez niego ani minuty dłużej. Moje serce nie wytrzymywało już tej separacji, a obawa, że czas, w którym mieliśmy swoją szansę, został zmarnowany, popychała mnie do desperacji. Bałam się, że już nigdy więcej nie będę mogła go mieć, że nasza miłość, choć piękna, silna i prawdziwa skończyła się, minęła bezpowrotnie jak sen. Zrozumiałam, że jeżeli teraz nie pozwolę mu się…