melodramat · 3 min czytania
Jestem spełnieniem marzeń Jack'a
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Nareszcie się przełamałem. Chciałem spróbować... szczęścia. Może tym razem wystawiając rękę z bezpiecznej strefy, nikt mi jej nie obetnie, bo tym jestem już za bardzo zmęczony. Zaprosiłem ją gdzieś, żeby wspólnie wyjść. Chciałem z nią po prostu pobyć, porozmawiać, poznać się lepiej, cokolwiek, byleby spróbować. Odpowiedziała, że chętnie ze mną wyjdzie. Stanąłem jak wryty, poczułem się niemożliwie uradowany. Chwilę później jednak dodała, że z nim jest i nie wie, czy byłby zadowolony z naszego wyjścia, ale i tak by chciała. Nie wiedziałem co mam w tamtej chwili zrobić, cieszyć się czy smucić. To tak jakbym poznał swojego największego idola z dzieciństwa, po czym on po minucie spotkania uderzyłby mnie pięścią w twarz, powiedział, że jestem nikim i opluł odchodząc. Ale ja nadal w to nie wierzyłem. Nie chciałem wierzyć i nie chciałem pozbawiać się tej nadziei, że może oto wreszcie szczęście w jakiś sposób uśmiechnie się i do mnie. I akurat tego wieczoru uśmiechało się. Jechaliśmy samochodem i śpiewaliśmy. Spacerowaliśmy i opowiadaliśmy sobie różnorakie historie. Siedzieliśmy i żartowaliśmy. Było idealnie. Było tak, jak sobie wyobrażasz, że mogłoby być. Czułem jakbym naprawdę ją interesował i chciałem, żeby ona poczuła to też z mojej strony. To był jeden z tych wieczorów, a może i jedyny, do którego chciałbym wrócić,