Psychologia · 4 min czytania
Jestem z Tobą...
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Spojrzał na zdjęcie oprawione w kiczowatą różową ramką w misiaczki - kiedyś to była świetna pamiątka tamtych radosnych, szalonych chwil; dziś go drażniło. Uświadamiało mu jak długą drogę przebył ich związek. Związek? Czy to w czym teraz tkwili wciąż jeszcze można nazwać związkiem? Przez pierwszy rok to było idealnie ale potem... Na zdjęciu fizycznie to była ta sama dziewczyna ale jeśli chodzi o całą resztę - coraz częściej miał wrażenie, że jest z zupełnie inną niż ta, którą poznał cztery lata temu. Wtedy była szalona, pełna namiętności, uwodzicielska i...i to spojrzenie, w którym dostrzegał tą magiczną mieszankę podziwu, szacunku i pożądania. Gdzie to się podziało, czy za dużo wymaga? Przecież chce by było tak jak kiedyś - tylko tyle i aż tyle. Wielokrotnie próbował z nią o tym rozmawiać ale ona go zbywała twierdząc że coś sobie ubzdurał ze przecież jest dobrze. Nie było dobrze. Nie było namiętności, wspólnych szalonych wypadów...ich związek zaczął przypominać, skapciałe stare dobre małżeństwo. Do pracy, po pracy szybkie jedzenie i telewizor a potem spać. Nuuuudaaa!!! Wielokrotnie obiecywał sobie, że jego to nie spotka, że pozna wyjątkową dziewczynę i bedzie dbał o wszystko aby ten żar trwał cały czas... Gdzie ten szalony seks? - przecież kiedyś kochali sie przynajmniej raz dziennie(teraz jak się zdarzyło raz na dwa tygodnie to było święto). A tak sie starał. Do kurwy nędzy!!! Przecież zawsze bardziej się starał by ona miała jak największy odjazd; siebie stawiał na drugim miejscu. Najważniejsza była jej przyjemność - gdy ona wiła się z rozkoszy wtedy i on czuł się cudownie. Czy był dla niej za dobry? Czy ją tym znudził? Czy stał się typowym podnóżkiem u stóp kapryśnej…