Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

psychologia · 8 min czytania

Julek

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

„Wielkie czasy wymagają wielkich ludzi” – napisał przed laty Jaroslav Hašek. Na szczęście czasy rzadko bywają wielkie, ale one też mają skromnych bohaterów na swoją miarę. Takim człowiekiem był traktorzysta Julek. Dorastał w pegeerze, ale dopiero wojsko zrobiło z niego prawdziwego chłopa. Po raz pierwszy zobaczył wtedy kawałek Polski, poznał innych ludzi, ale - przede wszystkim - zrobił prawo jazdy na samochody i traktory. To ustawiło go zawodowo. Zaraz po jego powrocie do domu pegeer dostał trzy nowe traktory Ursus C-451 i Julek dosiadł jeden z nich. „Dosiadł” to właściwe słowo, bo Julek nim nie jeździł, ani go nie prowadził - on dosiadał go jak jeździec konia. Dbał też o niego jak o ukochanego wierzchowca. Jego maszyna była zawsze sprawna i czysta, a nieuniknione zadrapania czy wgięcia miała w miarę możliwości usuwane i zamalowywane. Doceniając to, dyrektor przydzielił Julkowi nową przyczepę i wyznaczył do reprezentowania firmy na nadchodzącym pochodzie pierwszomajowym. Dzień wcześniej Julek wypucował traktor i przyczepę na błysk, po jednej stronie kabiny umieścił flagę biało-czerwoną, po drugiej czerwoną, a na burcie przyczepy umocował transparent z napisem: „PGR-y z Partią”. W dniu pochodu wygolony i w odświętnym garniturze odpalił swoją maszynę, a na przyczepie usadowili się - równie uroczyście ubrani - wybrańcy załogi. Po ponad godzinnej jeździe polnymi drogami dotarli do miasteczka, gdzie wzięli udział w pochodzie. Gdy tylko pochód się skończył, transparent i flagi wylądowały na dnie przyczepy, a w ruch poszły butelki ukrywane dotąd za pazuchami pasażerów. Tak zaczęło się właściwe świętowanie, czyli wielogodzinny powrót do domu mocno zakrapiany alkoholem i przerywany dłuższymi lub krótszymi postojami. Julek pociągał po drodze na równi z pasażerami, co jednak nie przeszkodziło mu w szczęśliwym dowiezieniu rozbawionego towarzystwa na miejsce. Zresztą Julek uważał, że „wódka jeszcze nikomu nie zaszkodziła, ino trza umieć pić”. Przejazd w kolumnie pochodu tak udekorowanego pojazdu bardzo się spodobał władzom i nazajutrz dyrektor otrzymał pochwałę z komitetu partii. Od tamtego dnia Julkowy traktor stał się poniekąd pojazdem reprezentacyjnym firmy, a on sam człowiekiem do specjalnych poruczeń. Rzadko był wysłany do pracy na polach, a częściej do miasteczka lub nawet do odległego o dwadzieścia kilometrów powiatu. Jeździł na dworce kolejowe, do różnych magazynów i urzędów, gdzie załatwienie spraw często zależało od widzimisię urzędasa z okienka. Julek umiał dogadywać się z ludźmi i szybko nauczył się funkcjonować w tym bałaganie. Wystarczało na przykład jakiemuś naczelnikowi coś gdzieś podwieźć, żeby od następnego razu być obsługiwanym poza kolejką i mieć czas na załatwianie różnych lewizn. W tamtych czasach mało kto miał auto, taksówek bagażowych prawie nie było, więc usługi transportowe były w cenie. Julek woził więc ludziom meble ze sklepów, cegły na budowy i kradzione drewno z lasu. Doskonale się do tego nadawał, bo nigdy o nic nie pytał, dojeżdżał do każdego miejsca, kasował pieniądze i znikał. W ten sposób dorabiał sobie drugą pensję. Julek był zawsze do dyspozycji, więc nie tylko kierownictwo, ale i szeregowi pegeerowcy mogli w każdej chwili liczyć na jego pomoc. Gdy pewnego dnia jedna z pracownic dostała bólów porodowych, dyrektor kazał Julkowi zawieźć ją na porodówkę. Położnicę ułożono na wymoszczonej siennikami i pierzynami przyczepie, obok niej siadły dwie kobiety, a Julek wskoczył za kierownicę. – Tylko uważaj! Rodzącą wieziesz, nie siano! – krzyknął jeszcze dyrektor. – Sie wie – odpowiedział traktorzysta i ruszył, jak umiał najostrożniej. Podróż przebiegła szczęśliwie i „karetka” dotarła pod ośrodek zdrowia. Tam…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%