Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Mitologia · 4 min czytania

Kali

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Otwieram oczy. W końcu wyspany, pierwszy raz od niepamiętnych czasów. Spoglądam na zegarek. Dochodzi dwudziesta. Wstaję, wkopuję pustą puszkę po piwie pod łóżko współlokatora. Trzydziestka na karku, można by w końcu znaleźć własne cztery kąty. Albo przynajmniej własny pokój. Coś mnie swędzi, pewnie trzeba się umyć. Zimny prysznic. Znowu popsuł się bojler... A nie, po prostu od miesiąca go nie naprawiliśmy. Nasz lokator na gapę, Pan Grzyb, spogląda na mnie z pogardą, wisząc na suficie. Nawet on radzi sobie w życiu lepiej, przynajmniej rośnie. Ciekawe, gdzie podziała się ta dziewczyna, którą przyprowadził Marcin. Pewnie zobaczyła syf i uciekła w stronę zachodzącego słońca. Za rumaka posłużył jej jeden z naszych domowych zwierzaczków. Jeśli zabrała Budzigniewa, to będę zły. Wychodzę na balkon. Stoi tam w koszulce do połowy uda, chyba mojej, i pali papierosa. Na jej ciemnej skórze lekko połyskują krople wody. Musiała przed chwilą brać prysznic. Za nią leży Budzigniew i spoziera na mnie groźnie z kartonu. - Nie należycie do typu porządnych, lubiących zdrowe żarcie facetów, co? - pyta się pomiędzy jednym a drugim zaciągnięciem. Lekkim ruchem głowy wskazuje na stertę kartonów po pizzy, gdzie dzielnie dorasta nasz Budzigniew. Ostatnie promienie słońca odbijają się w jej jasnych, miodowych oczach. Musi nosić soczewki. Ma w sobie coś, co sprawia, że patrzę na nią niemal z sakralną czcią. Jest to co prawda silnie zerotyzowana cześć, trochę jak świętej Teresy, ale nadal. - Nie. Ale za to należymy do takich, którzy przyprowadzają ostro narąbane, obce dziewczyny do siebie do domu. Tego się nie boisz? - podchwytuję jej grę. Mruży oczy i gasi papierosa dokładnie pomiędzy…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%