Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Filozofia · 3 min czytania

Kamienie

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Płaski horyzont. Kamienie... większe, mniejsze. Bliźniacze. I sandał, krok, chrzest, dosunięta druga stopa. Prosta tunika, i twarz smutkiem przyozdobiona. Wypędzona na pustynie. Kroczy w swoja przyszłość, tam gdzie demony swój dom mają. Tam gdzie ofiary i całopalenia składano... ale dawno to było. Te bożki juz tam zniszczone, zrujnowane świątynie. Słońce ku zachodowi zmierza... czy będzie łaskawe by jutro ją zbudzić? Tylko ufa ze kraina w której sie znalazła w wiecznym mroku sie nie spowije. Brunatno czerwony horyzont i krwawe słońce; pierwsze szakale śpiewają swój hymn do księżyca. Obejrzała sie za siebie; do człowieka który postanowił tutaj ją zostawić, tutaj skazać na wieczną banicje. Leżał skulony, krótki miecz nie zadał wiele cierpienia. Skonał nim upadł. Był sam sobie winien, jego szata nosiła imiona jego przewinień, aż poczerniała od tuszu, farb i symboli. Jakże szybko sie poddał gdy sie tu nalazł. Jakże łatwo można było podburzyć i złamać jego wolę. Przeszedł kawałek pustyni, i skazał mnie na wygnanie. W jednej chwili, bez słowa. Wyciągnął ostrze i zakończył swą marność. Nie łatwo było mi go pozostawić, choć czułam ulgę gdy odstąpiłam od niego; jakoś lżej, łatwiej. Ostatnie promienie biły znad horyzontu. Głazy przyozdabiały swój dom cieniami. Głaskały me stopy, nogi wędrując coraz wyżej chłodem mnie obejmowały. W tej ogromie przestrzeni czułam przywiązanie do tego miejsca. Często odwiedzaliśmy różne pustynie. Choć podobne, każda karmiła nas…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%