Przyjaźń · 5 min czytania
Kamyk
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Gdzieś na uboczu, przy polnej dróżce stał kamień. Nie wiem jak długo. Może setki, a może nawet tysiące lat. Nikt nie zwracał na niego uwagi. Bo co dziwnego może być w kamieniu? A jednak. Ten wielki kamień miał duszę i serce, które rozgrzewało go od środka. Wiedziało o tym tylko drzewo, które rosło niedaleko. W ciepłe letnie dni, kamyk miał schronienie w jego cieniu. Długie zimowe wieczory i noce nie były wcale takie długie, kiedy miało się obok przyjaciela. Jednak pewnego dnia przyszli +nadawało na opał. Od tamtego pamiętnego dnia, kiedy przyjaciele musieli się rozstać, kamień zaczął coraz bardziej zastanawiać się nad sensem własnego istnienia. Czym dłużej o tym myślał tym bardziej wydawało mu się, że jego istnienie jest bezcelowe. No, bo, po co komu kamień? Przestał zauważać to, co działo się wokoło niego. A trzeba przyznać, że działo się niemało. Kiedyś z ciekawością przyglądał się każdemu, kto przechodziło obok. Oh a jaka była jego radość, kiedy ktoś odpoczywał oparty o niego. A kiedy pewne dzieci zakopały obok pudełko. Był strażnikiem ich skarbów. Czuł się taki ważny. Taki szczęśliwy, bo wiedział, że jest potrzebny. I miał, z kim dzielić się swoim szczęściem. Z kimś cudownym – z przyjacielem. Jednak teraz, kiedy został sam już nic się dla niego nie liczyło. Nie cieszył się z tego, że być może i uratował życie wielu ludziom, którzy znajdowali obok niego schronienie. Mogli odpoczywać. Nie przejął się również, kiedy pewna para odnalazła obok niego swoje skarby, o których on już dawno zapomniał. Tym bardziej go to przybiło. Letnie dni były okropne, strasznie gorące. A zimowe wieczory długie i męczące. Kamień czuł się strasznie samotny. Niepotrzebny. Aż pewnego dnia jego myśli usłyszał Bóg. Postanowił porozmawiać z kamieniem. Zszedł na ziemię pod postacią starego, zaniedbanego wędrowca. Bardzo mroźnego i zimowego dnia oparł się o niego i zaczął mówić. - Oj kamyku, kamyku… Czy ty nie widzisz tego wszystkiego, co dzieje się wokół ciebie? – Spytał. Ale kamień nie odpowiedział. - Mów do mnie, ja cię rozumiem – zapewnił Bóg. -A,…ale, jak to…