Kamyk
o kamieniu ;)
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Gdzieś na uboczu, przy polnej dróżce stał kamień. Nie wiem jak długo. Może setki, a może nawet tysiące lat. Nikt nie zwracał na niego uwagi. Bo co dziwnego może być w kamieniu? A jednak. Ten wielki kamień miał duszę i serce, które rozgrzewało go od środka. Wiedziało o tym tylko drzewo, które rosło niedaleko. W ciepłe letnie dni, kamyk miał schronienie w jego cieniu. Długie zimowe wieczory i noce nie były wcale takie długie, kiedy miało się obok przyjaciela. Jednak pewnego dnia przyszli +nadawało na opał. Od tamtego pamiętnego dnia, kiedy przyjaciele musieli się rozstać, kamień zaczął coraz bardziej zastanawiać się nad sensem własnego istnienia. Czym dłużej o tym myślał tym bardziej wydawało mu się, że jego istnienie jest bezcelowe. No, bo, po co komu kamień? Przestał zauważać to, co działo się wokoło niego. A trzeba przyznać, że działo się niemało. Kiedyś z ciekawością przyglądał się każdemu, kto przechodziło obok. Oh a jaka była jego radość, kiedy ktoś odpoczywał oparty o niego. A kiedy pewne dzieci zakopały obok pudełko. Był strażnikiem ich skarbów. Czuł się taki ważny. Taki szczęśliwy, bo wiedział, że jest potrzebny. I miał, z kim dzielić się swoim szczęściem. Z kimś cudownym – z przyjacielem. Jednak teraz, kiedy został sam już nic się dla niego nie liczyło. Nie cieszył się z tego, że być może i uratował życie wielu ludziom, którzy znajdowali obok niego schronienie. Mogli odpoczywać. Nie przejął się również, kiedy pewna para odnalazła obok niego swoje skarby, o których on już dawno zapomniał. Tym bardziej go to przybiło. Letnie dni były okropne, strasznie gorące. A zimowe wieczory długie i męczące. Kamień czuł się strasznie samotny. Niepotrzebny. Aż pewnego dnia jego myśli usłyszał Bóg. Postanowił porozmawiać z kamieniem. Zszedł na ziemię pod postacią starego, zaniedbanego wędrowca. Bardzo mroźnego i zimowego dnia oparł się o niego i zaczął mówić. - Oj kamyku, kamyku… Czy ty nie widzisz tego wszystkiego, co dzieje się wokół ciebie? – Spytał. Ale kamień nie odpowiedział. - Mów do mnie, ja cię rozumiem – zapewnił Bóg. -A,…ale, jak to…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil M...
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…