Inne · 4 min czytania
Karafka
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Urzekająca oczy, chłodna sala o ścianach z białego marmuru. Pozbawiona przepychu w swym wystroju, mająca jednak w sobie coś, co zmuszało do ciągłego rozglądania się po niej i delektowania oczu pięknem. Może skromne, doskonale komponujące się z całym pomieszczeniem kolumny? Ustawione w dwóch rzędach, po cztery w każdym. Jakby nie stanąć, nie idzie objąć całej komnaty wzrokiem. Może jasne płytki na podłodze? Tak jasne, że zobaczyć w nich można swe odbicie, nieco pobielone, przecięte delikatnymi wzorami. A może niezwykły stół – który także wykonany był z białego marmuru? Cztery ciężkie, czterościenne nóżki i gładki blat. Na skraju tego blatu stała karafka. Szklana, czysta jak łza. Naczynie o kulistym wnętrzu i długiej, prostej, smukłej szyjce, która na myśl przywodziła majestatyczną szyję dumnego łabędzia. Ujście szyjki zablokowane było kryształową zatyczką, idealnie swym kształtem dopasowaną do dwóch palców drobnej, kobiecej dłoni, jakby właśnie dla takich dam karafka została stworzona i jakby tylko one godne były uniesienia zatyczki i poznania zawartości majestatycznego naczynia. A zawartością tej łabędzicy był szlachetny, wiśniowy likier, wyśmienity w swym smaku, niepokonany w kolorze i wart swej wysokiej ceny. Zdaje się, że romantycy godzinami siedzieć by tu mogli, spoglądając na chłodne ściany, obserwując nieruchomy obiekt na stole, delektując się zimnym, pałacowym powietrzem... I kto wie, czy by do takiej sytuacji nie doszło, gdyby nie gwałtowny podmuch wiatru, który uderzył o północną ścianę budynku z taką siłą, iż rozwarł na oścież obydwie, źle zamknięte przez służbę okiennice. Tak się złożyło, że na naprzeciwległej ścianie znajdowało się drugie okno – otwarte. Nie trudno się domyślić, że podczas tej sytuacji powstał przeciąg, a że karafka stała na brzegu marmurowego blatu... Naczynie zsunęło…