Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Przygoda · 6 min czytania

Karawana

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

General manager poprosił mnie któregoś dnia do siebie. - Panie Andrzeju, niech pan weźmie aparat i porobi zdjęcia naszych obiektów do katalogu. - Ale, szefie, ja nie jestem zawodowcem. Nie wiem, czy potrafię to zrobić dobrze. - Wystrzela pan cały film, to się coś wybierze. Niech pan weźmie Land Cruisera i jutro jedzie. - O.K. Następnego dnia naładowałem aparat, odebrałem kluczyki od dyspozytora i wyruszyłem na trasę. Sfotografowałem kilka pobliskich obiektów, a następnie, ominąwszy Al Qatrun wjechałem na pustynię kierując się ku miejscowości Madrusa. Kierunek wyznaczał zaznaczony kołami samochodów wieloszlak, więc poruszałem się bez przeszkód. Po minięciu grupy wydm wypatrywałem w oddali bardzo charakterystycznej palmy, której pióropusz liści malowniczo zwisał ku dołowi. Palma ta, dla nie znających dobrze szlaku, była najważniejszym drogowskazem informującym, iż należy skręcić na północ. Nie zwróciłem uwagi na fakt, że niebo pociemniało. Dopiero przeciągły, trwający chyba z dziesięć minut grzmot uświadomił mi, że nadchodzi burza. Choć wydawałoby się to dziwne, burza nie była dla mnie zaskoczeniem. Kiedy bowiem, przed kilkoma miesiącami pierwszy raz znalazłem się na Saharze, noc przywitała mnie potężną burzą, a opady trwały przez cały niemal następny dzień. Najstarsi mieszkańcy okolicznych wiosek nie pamiętali tak długich i intensywnych opadów, które powodowały, że ich budowane z iłu, przykryte kłodzinami i liśćmi palmowymi domy zaczęły się rozpływać. Zacząłem poszukiwanie jakiegoś wzniesionego miejsca, by przypadkiem nie znaleźć się w uedzie, bo potężny prąd wody mógłby porwać mnie razem z samochodem, a to na pewno skończyłoby się niezbyt interesująco. Po jakimś czasie zorientowałem się jednak, że mam do czynienia z innym zjawiskiem. To nadciągała burza piaskowa, czyli chamsin, w polsko-arabskim slangu zwana również giblem. Popędziłem więc przed siebie, mając nadzieję, że trafię w miejsce, do którego zmierzałem, a tam przeczekam w budynku nowobudowanej szkoły. W pewnym momencie piaskowa nawałnica całym swoim impetem uderzyła w samochód. Widzialność spadła do kilku metrów, duszący pył przez wszystkie szczeliny wciskał się do kabiny, a oczy zaczęły mi mocno łzawić.W efekcie musiałem znacznie zwolnić. Postanowiłem nie zatrzymywać się jednak, bo piasek mógłby zasypać samochód - nawet, jeśli nie całkowicie- to na pewno w takim stopniu że, pomimo napędu na dwie osie uniemożliwiłby mi ruszenie z miejsca. Posuwałem się więc niemal po omacku, gdy nagle, tuż przed maską dostrzegłem sylwetkę wielbłąda. Zatrzymałem swoją toyotę i wówczas zauważyłem kolejnego, i następnego, i następnego. W końcu moim oczom ukazała się cała, przechodząca

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Karawana — czytnik · opowiadania