Inne · 4 min czytania
KARTEZJUSZ
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Cała historia zaczęła się w środę. Przechodziłem właśnie z moim psem marki kundel przez jezdnię marki Wertep, kiedy Kartezjusz, czyli mój pies właśnie, spojrzał na wiszący nieopodal billboard. Na billboardzie reklamującym żywność dla czworonogów marki Ja-Pierdziu-Ale-To-Smakowite widniały zdjęcia trzech dorodnych, długowłosych, rasowych i w ogóle nieprzeciętnie atrakcyjnych cocker-spanieli. Kartezjusz spojrzał na billboard i wyraźnie posmutniał. Przestały go interesować okoliczne krzaki i latarnie. Szybko wróciliśmy do domu: ja z Kartezjuszem, Kartezjusz z podwiniętym ogonem.
Kiedy tylko weszliśmy do domu, Kartezjusz potruchtał w stronę łazienki. Zajrzałem tam po chwili i okazało się, że mój najlepszy - nie licząc randkowych portali - przyjaciel przegląda się w lustrze, a sierść swoją zrasza niebagatelną ilością psich łez. Spojrzał na mnie i miauknął z nieczytelną skargą, po czym zeskoczył z umywalki i poszedł spać do przedpokoju.
Następne dni były ciężkie. Kartezjusz stracił chęć do życia. Nie reagował na atrakcyjne post-psie zapachy, nie puszczał do mnie oka co bym mu kija rzucił, smutny ci był ten kundelek jak nie przymierzając polska reprezentacja przed finałem mistrzostw świata w cokolwiek.
Jednakże wkrótce potem przechodziliśmy ponownie obok tego samego billboardu z cocker-spanielami. Kartezjusz stanął pod nim osowiały, spojrzał na reklamę – i nagle: metamorfoza! Wyprostował ogon, wyszczerzył kły w eleganckim uśmiechu, i stanowczo, acz nie bez sex appealu jął przechadzać się po chodniku. Kartezjusz postanowił podjąć wyzwanie rzucone mu przez anonimowe psy z plakatu. Spowodowało to wiele komplikacji, przynajmniej z mojego punktu widzenia. Kości wołowe, które stanowiły dotychczas jego ulubioną część menu, Kartezjusz przyjmował ze spojrzeniem, które