Filozofia · 7 min czytania
Kartki z podróży 3
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Udaję się w miejsce, w którym spędzony czas pozostawi dla mnie niezatarte wrażenie. Spędzę go leżąc na gołej ziemi, wpatrując się uparcie w gwiaździste niebo, próbując w nim znaleźć odpowiedzi na nurtujące mnie pytania. A na mnie powiewać będzie zimny wiatr znad jeziora, który studzić będzie me rozgrzane z pomyślunku czoło. Myśli wzbiją się w niebo i pomknął przez galaktyki i mgławice, wprost na spotkanie z nieskończonością. Wszystkie problemy i zmartwienia, okażą się być tylko kosmicznym pyłem, który zniknie w przestrzeni. Każde nasze angażowanie się w życie, by coś w nim zmienić, wydaje się być kosmiczną pomyłką. Jeżeli już chcemy coś zmieniać, to tylko siebie. Każdy z nas próbuje coś zmieniać, zdobywać, posiadać. Lecz to wszystko w zetknięciu z kosmiczną pustką, znika. Nasza energia angażowana w życie, w zetknięciu z energią kosmosu, wydaje się nie istnieć.
Podróżuję autostopem z Agą, tą formę podróży lubię najbardziej. Po drodze dowiaduję się, że jej życie które próbuje sobie ułożyć rozbija się jak meteor uderzający o ziemię. Rozmowa, szczera rozmowa powinna wyjaśnić wszystkie tajemnice wszechświata. Lecz okazuje się że nie zawsze. I nie w każdych okolicznościach. Próbuję podczas drogi do K. odgadnąć tajemnice wszechświata, wytłumaczyć Adze wszystkie zawiłości. Dopiero będę mógł to jednak zrobić, gdy dotrzemy do znajomego mi układu gwiezdnego. Na miejscu okazuje się że muszę wysłuchiwać kłótni i sprzeczek. A ja chciałem tylko miło spędzić czas i porozmawiać o bezkresie kosmosu, a zwykłe błahe sprawy wiążą mnie przy ziemi. Spoglądam na K., który wydaje się być w rozsypce. Aga, to jeden wielki, kipiący emocjami kocioł. Jakże daleka stąd droga do najbliższej spokojnej i samotnej gwiazdy, przy której te problemy spłonęły by w jej żarze. Tak bardzo chciałbym im opowiedzieć o początkach życia, o narodzinach. Kiedy wszystko się rodziło, umierało i dawało życie innym formom. Wszystko podlegało ciągłym zmianom. Kilkadziesiąt tysięcy lat temu pojawił się człowiek i powoli zaczął opanowywać planetę. Z początku powoli i niezdarnie, lecz cały czas się ucząc i odkrywając. Aż w końcu zapragnął zdobyć kosmos. I udało mu się. Jego noga stanęła na księżycu. Na zewnątrz wydawał się być wielki, a w środku? Wciąż pełen kompleksów i wad. I zawsze z tym niedowierzaniem w oczach. Dlaczego te wszystkie nieszczęścia przytrafiają się tylko mnie? Wciąż zadawał na nowo to samo pytanie. Ale trudno mówić o szczęściu. Dla większości to tylko chwila. Spojrzenie w partnera oczy. Dotyk dłoni. pocałunek. Ciepło ciała. Tarcie. Zespolenie się, w jednej nieskończenie długiej chwili. A potem... wzrok znów pada na betonową podłogę, na gołe ściany, na półkę z jedzeniem, na której nie ma już prawie nic. Sięgnięcie ręka do spodni przynosi tylko jedną złotówkę. Jest jeden chleb, to już coś. Tylko sam chleb. Praca. Ona zmieniła by wszystko. Lecz by pracować wymagany jest wysiłek. - Wiesz Aga,jak patrzę na to wszystko dookoła to robi mi się słabo. By się umyć potrzebna jest woda. Jeszcze by się znalazła, mam przecież studnię. Jednak mycie się w zimnej wodzie nie należy do…