Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Psychologia · 11 min czytania

Kartki z podróży 5

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Kartki z podróży 5 Puszcza Kampinoska 27.04.2008r

To o postaciach trzech W których żyłach płynie inna krew Skażona, wzburzona I ta, bliżej nieokreślona Odległości, jakże znaczne Sytuacje między nimi, wcale niedwuznaczne A wszystko to w oparach i kłębach papierosowego dymu Nie każdy musi palić, ale wyć to już samemu Jego dostrzec najprościej, ona za nim skryta A on patrzy, obserwuje i wciąż się pyta Mam już jej dosyć, niech się wynosi Ale kiedy wychodzi, o powrót już ją zaczyna prosić W tym szaleństwie jest metoda, a każde działanie ma sens Nie ma rzeczy niemożliwych, dla tego co jest głodny i chce coś zjeść Nie mam, mieć nie będę, ale czy da się zaczarować By ten świat choć w części pokolorować Ja mam wszystko a i tak szukam czegoś prawdziwego Lecz zawsze okazuje się że to wciąż coś innego Podróże, te dalekie i bliskie, to moje wezwanie do działania Wszyscy troje wyruszyliśmy, i prawie bez o drogę pytania Planowaliśmy ta wycieczkę od dłuższego czasu A zakończyliśmy ją już na początku lasu.

Oglądam się za siebie. Lecz nikogo nie widzę. Tak daleko zaszedłem, że nawet nie zauważyłem, kiedy ich zgubiłem. Tak bardzo zajęty swymi myślami. Próbuje sobie przypomnieć. Jestem pewien ze przyjechaliśmy tu we trojkę, by spędzić dzień wśród drzew a nie betonu, jak do tej pory to czyniliśmy. Wlewając w siebie piwo za piwem i marząc o podróżach, a tak naprawdę nic w tym kierunku nie robiąc. Zawsze kochałem przyrodę. Szum drzew, śpiew ptaków powoduje że z człowieka wychodzi na zewnątrz tylko to co w nim dobre i ciepłe. Myślę że nawet najgorszy człowiek pod wpływem tego miejsca możne stać się lepszym. Kontakt z przyrodą to jak darmowa wizyta u psychologa. Tylko że tu rozmawiasz sam ze sobą. Trzeba być na to w jakiś sposób gotowy, przede wszystkim otwartym. Jeżeli chcesz coś ukryć, las odrzuci cię, będziesz chciał z niego jak najszybciej wyjść, nie mogąc znieść ciszy i własnych myśli. Będziesz chciał jak najszybciej je zabić, wlewając w siebie alkohol i bełkocząc byle by tylko zabić mowę własnych myśli. Najtrudniej to otworzyć się przed sobą.

Walka o własne życie, osobowość, zasady trwa każdy dzień. Każdego dnia są ofiary. Większość nie wytrzymuje tego napięcia, poddaje się. Dostosowując się do reszty społeczeństwa. Stajać się społeczeństwem. Żyjąc w świecie płytkim i banalnym. Lecz większość z nich jest zadowolona z takiego życia. Są akceptowani. Ktoś chroni ich, zapewnia im bezpieczeństwo. Życie na ulicy wymusza na człowieku o wiele większą samodzielność i zaradność.

Ona wychowana przez ojca, który był kapitanem w armii. Baczność! Powstań! Mimo że ojciec od zawsze był surowy, to jednak wszystkie wakacje spędzała z nim. Zawsze na poligonie, gdzie młodzi chłopcy udowadniali swą wartość bojową. A fala szalała. Ile nasze oczy są w stanie znieść, nim pękną pod naciskiem wrażeń odbieranych jeszcze przez dziecięcy wzrok. Widziała wiele, jeszcze za mała, by coś z tego zrozumieć, ale już jej młodzieńcze serce biło szybko, za szybko, gdy przed jej oczyma przewijał się koszmar upodlenia człowieka przez człowieka. Można by powiedzieć że to bestia w ludzkiej skórze. A jej oczy chłonęły dramat za dramatem. - Co widziałaś? Powiedziała. Wiedziała ze jest z zewnątrz i nikt jej nic nie zrobi. Uratowała życie ((tylko jedno)kto ratuje jedno życie to tak jakby ratował miliony)), oprawcy ponieśli zasłużona karę. A ile osób w tamtych latach nie wyszło nigdy poza bramy jednostki? Kończąc życie na pasku w kiblu. Jak zwykle wojsko miało gotową odpowiedź. - Pani syn zginął na warcie, w obronie kraju. Może być pani dumna z takiego syna. Kłamstwo! Lecz nikt nigdy nie był w stanie wytoczyć i wygrać sprawy sądowej z armią.

A potem małżeństwo, które zakończyło się już podczas ślubu. Pełne nieopisanego bólu i nienawiści. Spokój. Każdy cios, każde wyzwisko, znosiła w spokoju. Tak jakby jakaś cześć w niej umarła, a reszta nigdy nie chciała żyć. Ile lat takiego nieludzkiego życia? Kto chciałby to policzyć?

On. Siedzi przy stole z książkami, właśnie próbuje skopić się na zadaniu, które ma rozwiązać. Lecz w żaden sposób mu się to nie udaje. Nagle pada z tyłu cios otwarta dłonią w głowę. - Za co? Cios. - Za co ?! Cios. Cios - Zaaaacoooo!!! Cios. Cios. Cios. Cios. Cios. Cios. Cios. Cios. Cios. Cios. Cios. Cios. Cios. Cios. Cios. Cios. Cios. Cios. Cios. Cios. Cios. Cios. Cios. Cios. Cios. Cios. Nawet nie próbuje się bronić, wszak nie ma szans z silniejszym wiele od siebie przeciwnikiem. W końcu otwiera drzwi wejściowe od domu i ucieka z niego. Dzisiejszej nocy znów nie zamierza do niego wracać. Na samej górze jest strych, a nad nim "niebo", które da się jednak poczuć i zatrzymać przez chwilę. A koszt tego jest stosunkowo niewielki. - Nie szkoda ci zdrowia, a przede wszystkim głowy? - Głowy! Ona znosiła już nie takie miękkie akcje.

A świat w którym przyszło nam żyć, lepszym wydawał się być. Niestety, tylko się wydawał. A my by bronić się przed jego nienawiścią, znaleźliśmy na to sposób. Nie mamy sojuszników, jesteśmy sami. Gdybyśmy możne komuś powiedzieli? Ale czy ktoś jest nam w stanie…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Kartki z podróży 5 — czytnik · opowiadania