Romans · 3 min czytania
Kiedy zaczną śpiewać ptaki
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Rozpasanie upału tego lata sięgało zenitu. Głos rozbrzmiewający w chłodnej sali o zapachu świeżej farby miał towarzyszyć mi przez lata. „A tak w ogóle to dlaczego się do nas przeniosłeś” – zapytała i wydała mi się dziwna. Dziwne były jej usta w kształcie serca – był na nich niepokój, który czasem staje się udziałem akacji rosnących samotnie pod rozżarzonym niebem. Ustaliłem jej adres po macoszemu, niedokładnie, brnąłem więc teraz do Gródkowa drogami okrężnymi, piaszczystymi, a kiedy skończyły się drogi poprzez chaszcze i błękit. Słońce tłukło mnie w głowę rozpaloną pięścią, powietrze drgało i falowało upałem. Wiedziałem, że moje szanse są prawie żadne – żałosne buty, kurtka i koszula, żałosny chudzielec z wypłowiałą w słońcu głową. Gdy dotarłem na miejsce bohaterem wydarzeń stał się palec, palec u nogi ściśle mówiąc, jej nogi. To on poruszył się u jej nogi – „nie, nie mam czasu, nie nic z tego nie będzie” – twarz jednak pozostała niewzruszona.
Radio tego dnia podało wiadomość o napadzie w pobliskiej miejscowości. Scenariusz był prosty, brutalny – ochroniarze zastrzeleni z broni palnej, pieniądze zrabowane, napastnicy uciekli, matka kręcąca nosem z przerażeniem, takie rzeczy się dziś dzieją.
Kolejny dzień to włóczęga, deszcz spadł rano i wysechł pozostawiając po sobie niezapomniany zapach ziemi. Wśród brył betonu i gór tęczowego szkła brnąłem bez celu…