Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 9 min czytania

Kiełbasa

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Mateusz zażywał kiełbasę od ponad dwóch lat. To było pewne, że po tak długim czasie musi się w końcu wydarzyć coś złego. I tak jak każdy, kto by się nad tym zastanowił, tak i on spodziewał się tego od kilku tygodni. Ludziom takim jak on, którzy wyłamywali się z oficjalnego kieratu, nigdy na dłuższą metę nie wychodziło to na dobre. Stał właśnie w kolejce po swój przydział kokainy wraz ze znajomymi z pracy, kiedy poczuł kiełbasiany głód. Kiełbasiany głód to uczucie, którego normalni ludzie nie są w stanie nawet sobie wyobrazić. Pojawia się zawsze u nałogowców po tym, jak nie zażywają kiełbasy, ani żadnych jej pochodnych (kaszanka, kabanosy) przez parę dni. Mateusz poczuł, że nie może dłużej czekać na swoją służbową porcje kokainy – wiedział zresztą, że w domu zostały mu jeszcze cztery gramy amfetaminy, co powinno spokojnie wystarczyć na kolację. Starając się nie wzbudzać zdziwienia wśród współpracowników powoli wymknął się z kolejki i zaczął podążać w stronę meliny. Po drodze ból zaczął się nasilać. Najpierw czuł go w okolicy brzucha. Potem zaczął promieniować na cały tors, aż wreszcie ogarnął całe ciało. Dokuczliwe igiełki przeszywały go na wskroś. Z czasem stawało się to nie do zniesienia. Cała ulica skryła się za mgłą. Mateusz szedł jakby zawieszony w półśnie. Zaczął odbijać się od przechodniów. – Pieprzony ćpun! Popatrzcie no tylko, niby tak dobrze ubrany, a już mu się kiełbasy zachciało. Te i setki innych głosów, jakie docierały do jego uszu, nie miały teraz dla niego najmniejszego znaczenia. Wreszcie, po i tak zbyt wyczerpującym miejskim maratonie dotarł na miejsce. Wszedł w ciemne, betonowe podwórko zapomniane od dawna przez spółdzielnię i komorników, poczym skierował się w stronę znajomego rzeźnika. Wystarczyło lekkie pchnięcie, żeby drzwi uchyliły się i Mateusz poczuł odór potu zmieszanego z uryną. Nigdy nie przepadał za bałuckimi klatkami. Mimo to głód był silniejszy. Ruszył znajomą drogą na drugie piętro. Otworzyła mu szpetna, niezgrabna Wiolka. – Ty?! Przecież zarzekałeś się, że rzucasz. Myślałam, że to było na serio…- powiedziała cicho – Chociaż, zawsze tak to się kończy – dodała w zamyśleniu już całkiem do siebie. Nie zważając na nic odepchnął ją i skierował się do kanciapy. Tam na środku szpitalno-zielonego pokoju stała sporej wielkości lodówka wypełniona po brzegi mięsistą kiełbasą. – Ile? - spytał go wielki Rychu, nie wyrażając nawet odrobiny zdziwienia jego wizytą. – Trzy… dzisiaj trzy. Mam tylko tyle – wyciągnął zwitek zmiętych banknotów – Cholera, powinni nas za to wieszać - powiedział sam do siebie patrząc jak jego ręce sprawnymi, wyćwiczonymi ruchami zaczynają rozrywać pętko na porcje mieszczące się w ustach. - Henryk wpadł – Wiolka przerwała długą ciszę w trakcie, której napawał się kiełbasą. Towar był pierwszej klasy. - Jak to wpadł? Tak najzwyczajniej, kurwa wpadł? - Robili czystki u niego w kamienicy. Wiesz, przymusowe wysiedlenia pod kolejny multipleks. Heniek był na kiełbasie. Zgarnęli go, bo zachowywał się podejrzanie. Potem to już standardowy scenariusz. We krwi znaleźli mu półtora pętka. Podobno płakał na pogadance z psychologiem. A wcześniej nawet nie zastanawiał się jak bardzo przesrał swoje życie… – Nie chciałbym żeby mnie coś takiego się kiedyś trafiło. – I tak wszyscy skończymy tak jak Heniek – odparł gruby Rycho, który odzywał się tylko w momentach krytycznych (zupełnie jak biurowy komputer Mateusza) - albo, co gorsza, kiełbasa nas wykończy. W końcu najemy się do syta i nawet nie zauważymy jak nasze organizmy zacznie trawić metabolizm…cholera widziałem już ludzi, których to dopadało –masakra….masakra. - powtórzył jeszcze raz dobitnie. – Zmywam się stąd - powiedział Mateusz czując, że jeśli zostanie tu jeszcze chwile to wyrzyga cały towar. – Dajcie mi jeszcze z pół kabanosa żebym miał jak przetrwać do rana. Nie mam już kasy, ale….oddam wam mój ostatni kupon totolotka. – oznajmił niechętnie. Totolotek był jedną z cenniejszych rzeczy zarówno dla ćpunów, którzy po ewentualnej wygranej mieli zapas kiełbasy niemieszczący się w zwykłej lodówce, jak i dla zwykłych ludzi…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Kiełbasa — czytnik · opowiadania