Wróć do katalogu

Kiełbasa

absurd i groteska. tak mi się wydaje przynajmniej

marklar, opublikowano , 9 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Mateusz zażywał kiełbasę od ponad dwóch lat. To było pewne, że po tak długim czasie musi się w końcu wydarzyć coś złego. I tak jak każdy, kto by się nad tym zastanowił, tak i on spodziewał się tego od kilku tygodni. Ludziom takim jak on, którzy wyłamywali się z oficjalnego kieratu, nigdy na dłuższą metę nie wychodziło to na dobre. Stał właśnie w kolejce po swój przydział kokainy wraz ze znajomymi z pracy, kiedy poczuł kiełbasiany głód. Kiełbasiany głód to uczucie, którego normalni ludzie nie są w stanie nawet sobie wyobrazić. Pojawia się zawsze u nałogowców po tym, jak nie zażywają kiełbasy, ani żadnych jej pochodnych (kaszanka, kabanosy) przez parę dni. Mateusz poczuł, że nie może dłużej czekać na swoją służbową porcje kokainy – wiedział zresztą, że w domu zostały mu jeszcze cztery gramy amfetaminy, co powinno spokojnie wystarczyć na kolację. Starając się nie wzbudzać zdziwienia wśród współpracowników powoli wymknął się z kolejki i zaczął podążać w stronę meliny. Po drodze ból zaczął się nasilać. Najpierw czuł go w okolicy brzucha. Potem zaczął promieniować na cały tors, aż wreszcie ogarnął całe ciało. Dokuczliwe igiełki przeszywały go na wskroś. Z czasem stawało się to nie do zniesienia. Cała ulica skryła się za mgłą. Mateusz szedł jakby zawieszony w półśnie. Zaczął odbijać się od przechodniów. – Pieprzony ćpun! Popatrzcie no tylko, niby tak dobrze ubrany, a już mu się kiełbasy zachciało. Te i setki innych głosów, jakie docierały do jego uszu, nie miały teraz dla niego najmniejszego znaczenia. Wreszcie, po i tak zbyt wyczerpującym miejskim maratonie dotarł na miejsce. Wszedł w ciemne, betonowe podwórko zapomniane od dawna przez spółdzielnię i komorników, poczym skierował się w stronę znajomego rzeźnika. Wystarczyło lekkie pchnięcie, żeby drzwi uchyliły się i Mateusz poczuł odór potu zmieszanego z uryną. Nigdy nie przepadał za bałuckimi klatkami. Mimo to głód był silniejszy. Ruszył znajomą drogą na drugie piętro. Otworzyła mu szpetna, niezgrabna Wiolka. – Ty?! Przecież zarzekałeś się, że rzucasz. Myślałam, że to było na serio…- powiedziała cicho – Chociaż, zawsze tak to się kończy – dodała w zamyśleniu już całkiem do siebie. Nie zważając na nic odepchnął ją i skierował się do kanciapy. Tam na środku szpitalno-zielonego pokoju stała sporej wielkości lodówka wypełniona po brzegi mięsistą kiełbasą. – Ile? - spytał go wielki Rychu, nie wyrażając nawet odrobiny zdziwienia jego wizytą. – Trzy… dzisiaj trzy. Mam tylko tyle – wyciągnął zwitek zmiętych banknotów – Cholera, powinni nas za to wieszać - powiedział sam do siebie patrząc jak jego ręce sprawnymi, wyćwiczonymi ruchami zaczynają rozrywać pętko na porcje mieszczące się w ustach. - Henryk wpadł – Wiolka przerwała długą ciszę w trakcie, której napawał się kiełbasą. Towar był pierwszej klasy. - Jak to wpadł? Tak najzwyczajniej, kurwa wpadł? - Robili czystki u niego w kamienicy. Wiesz, przymusowe wysiedlenia pod kolejny multipleks. Heniek był na kiełbasie. Zgarnęli go, bo zachowywał się podejrzanie. Potem to już standardowy scenariusz. We krwi znaleźli mu półtora pętka. Podobno płakał na pogadance z psychologiem. A wcześniej nawet nie zastanawiał się jak bardzo przesrał swoje życie… – Nie chciałbym żeby mnie coś takiego się kiedyś trafiło. – I tak wszyscy skończymy tak jak Heniek – odparł gruby Rycho, który odzywał się tylko w momentach krytycznych (zupełnie jak biurowy komputer Mateusza) - albo, co gorsza, kiełbasa nas wykończy. W końcu najemy się do syta i nawet nie zauważymy jak nasze organizmy zacznie trawić metabolizm…cholera widziałem już ludzi, których to dopadało –masakra….masakra. - powtórzył jeszcze raz dobitnie. – Zmywam się stąd - powiedział Mateusz czując, że jeśli zostanie tu jeszcze chwile to wyrzyga cały towar. – Dajcie mi jeszcze z pół kabanosa żebym miał jak przetrwać do rana. Nie mam już kasy, ale….oddam wam mój ostatni kupon totolotka. – oznajmił niechętnie. Totolotek był jedną z cenniejszych rzeczy zarówno dla ćpunów, którzy po ewentualnej wygranej mieli zapas kiełbasy niemieszczący się w zwykłej lodówce, jak i dla zwykłych ludzi…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych