Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 3 min czytania

kilka metrów od

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Wracałem. Jak zwykle po ścianach. Ściany były krzywe, oślizgłe, wstrętne. Chwilami podjeżdżały w górę, chwilami zachodziły jedna na drugą, kleiły się, tworząc wąski przesmyk. Zaciśnięte gardło. Mdliło mnie jak cholera. Marzyłem o końcu uliczki, który miał przynieść chłodny wiatr i kojącą ciemność. Tu było za jasno. Lampy gapiły się w dół kaprawymi ślepiami, przynosiły fale brudnego światła, odór ze śmietników ulatywał w nieudolnym naśladownictwie wniebowstąpienia. Jedyny przyzwoicie mroczny kąt zasiedlała para błyszczących oczek. - Pataking, jak licho - oświadczyłem niestabilnym ścianom. - Weźcie go. Zapewne nie był to pataking, tylko zwykły szczur, ale byłem w takim nastroju, że kojarzyło mi się wszystko ze wszystkim. Chwalebny stan. Głowy bruku otwierały usta, mówiły, śpiewały, lecz nie miały rąk; miały tylko paszcze, nienasycone jak dziury, których nie można niczym zatkać, dziury jak cholera i nic poza tym. Na porzuconych pudłach ktoś namazał, że życie przypomina papier toaletowy. Jest długie, szare i do dupy. Papier toaletowy? Krzyczano "przestań", "ratunku", "kurwa mać" i jeszcze wiele podobnych. Z wyżyn tkwiącego gdzieś ponad balkonu w moim kierunku runęły stada doniczek. Kolejne spadły talerze: wirowały żałośnie, zbliżając się ku swojemu przeznaczeniu. Powietrzem wstrząsnął rozedrgany wrzask. Wpadłem w latarnię. Przestrzeń splotła się i wypluła wierzgającą, przerażoną sylwetkę. Plasnęło, pisnęło, ucichło. Na stercie czegoś, co jeszcze niedawno było szanującym się

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%