Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Psychologia · 3 min czytania

Klif

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Nie była to pora na spacer, mimo to wyszedł z domu. Wygrzebał z kieszeni płaszcza kluczyki, nie zważając na siarczysty, lejący się strugami deszcz otworzył drzwi. Wsiadł. Zdjął blokadę ze skrzyni biegów, włożył kluczyk do stacyjki i przekręcił. Jego stary, ale ciągle działający samochód ruszył. Wyjechał z podjazdu, skręcił w prawo, i spokojnie, nie przyspieszając nadmiernie skierował pojazd na drogę wyjazdową z miasta. Mijał drzewa, pola, rzeki, jechał długo, ciągle nerwowo spoglądając na zegarek. W końcu jego zmęczonym, opuchniętym oczom ukazał się krajobraz wybrzeża, klifów. Zostawił samochód gdzieś na poboczu, poczym zamknął go. Ruszył biegiem w stronę morza. Trawa była mokra i pełna różnych kłujących roślin, które wbijały kolce w jego nogi gdy biegł, nie zważał na to. Musiał tam być, jak najszybciej, nie mógł się spóźnić. Nie mógł. Dobiegł, zziajany, oddychał ciężko, doszedł na skraj klifu. Chyba się nie spóźnił, całe szczęście. Spojrzał na zegarek, po szybce szybko zaczęły spływać strugi dalej padającego deszczu. Była druga trzydzieści nad ranem, drugi października, rok dwutysięczny. Czekał dalej. Poczuł się zmęczony, więc siadł na kamieniu stojącym niedaleko. Jego wzrok ominął morze i spoczął na drodze na klif. Wypatrywał. Deszcz spływał po jego płaszczu, zgłębiając się w każdą nierówność. On jednak stał, niewzruszony niczym kolumna od wieków stojąca na miejscu. Po kilku chwilach podniósł rękę, ubranie było przesiąknięte

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Klif — czytnik · opowiadania