Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Psychologia · 6 min czytania

Kobieta

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Byłam owadem i lgnęłam do światła. Byłam wojownikiem i lgnęłam do walki. Potem byłam skrzydłem kruka i lgnęłam do wszystkiego, co związane z mrokiem. Teraz jestem słońcem i przyglądam się wszystkiemu z zachłanną ciekawością. Parzę tych, których uważam za głupców, przyćmiewam tych, którzy są gorsi. Wszystko jest w ustalonym porządku. Wszystko rozkwita w oszałamiającym tempie. Próżność bije z mych słonecznych oczodołów. Jestem słońcem i lgnę do samej siebie, bowiem siebie tylko mam. Tyle wypróbowałam, kosztowałam powoli, starając się zawrzeć w kosztowaniu wszystko to, co ważne. Tak jakby miało to przesądzić o moim losie. Wrażliwa? Kłamliwa? Pusta? Nadęta? Jestem słońcem, ubieram wdzięczne, parzące czerwienie, zza których prawie że wyzierają jęzory okrutnego ognia. Jestem czerwonym słońcem, mocna czerwień, nie żadne tam żółcie, blade lub zbyt rażące. Nie jestem rażąca. Mogę razić, ale nie chcę. Wystarczy mi to, że bucham płomieniami. Stąpam bezlitośnie, depczę chmury, żywię się trującym bluszczem, spijam poranną rosę z trawy i krzyczę wniebogłosy, gdy tylko zechcę. Włosy wiją się u mych kolan, je również depczę, nie bacząc na to, co nikłe. Depczę , ale cóż z tego? Pozostaję pięknem. Ognistym pięknem, dzikim i nieokiełznanym. Nie liczy się ten, ani tamten, ani tamta. Mogę chwilę poigrać, ale nic ponadto. Mam siebie, siebie cenię, sobą jestem. Czerwone słońce świeci tylko dla siebie, inaczej by zgasło. Potem gaśnie. Spotyka pewne osoby, nadziewa się na nieprzewidywalne zdarzenia, wodzi przypadkiem po pewnych faktach, do tej pory nieznaczących. Zmieniam się. Niespecjalnie jednak. Staję się to tuż przed moimi oczami, widzę to dokładnie, a jednak nie potrafię stwierdzić, jak to się stało. Metamorfoza – gasnące czerwienie, blakną tak drastycznie, jak gdyby ktoś oblał je wybielaczem lub szorował namiętnie szczotką z twardym włosiem; to przypomina ekspresyjny obraz, rozlane plamy, zmiany kolorów, przechodzenie z jednego odcienia w drugi bez mrugnięcia okiem, jak gdyby to nic nie znaczyło. Jak gdyby to była tylko zmiana kolorów, a nie wyrażanie ekspresji. Staje się biała, może trochę lekko niebieskawa, próbuję się przebarwić z powrotem na czerwono lecz bez powodzenia. Długie włosy upinam w ciasny kok, ponieważ tracą kolor. Spojrzenie moje spoczywa wciąż na moich stopach, boję się podnieść oczy wyżej, nie jestem godna by patrzeć wyżej. Nieśmiały rumieniec na niebiesko bladym licu. Bawię się w chowanego z samą sobą, a przy okazji nikt inny mnie nie widzi. Rozdarłam tę moją pustą skorupę i weszłam do środka, by poczuć się bezpiecznie. Wydaje mi się, że kocham, ale tak naprawdę nie wiem co to znaczy. Oddać całą siebie? Gdybym była słońcem, wiedziałabym, że to nie tak, że nigdy nie powinnam była oddawać siebie, swoich uczuć, myśli, bo to mnie zniszczy i nic ponadto. Może jednak to znaczy by uśmiechać

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Kobieta — czytnik · opowiadania